wtorek, 29 grudnia 2015

Teatr TV i "tragedia ludzi głupich w trzech aktach"

Po ogromnym sukcesie "Moralności pani Dulskiej", Marcin Wrona wyreżyserował "Ich czworo" Gabrieli Zapolskiej.



Przyznam się, że z ogromną ciekawością zasiadłam wczoraj przed telewizorem. Miałam nadzieję na świetną zabawę i, nie ukrywam, ucztę duchową.

Świetnie pomieszane czasy początków dwudziestego wieku z czasami nam współczesnymi. Genialna scenografia. Wspaniała gra Artura Żmijewskiego, Agaty Buzek (która pokazała prawdziwy kunszt aktorski), Mariusza Ostrowskiego, Mai Ostaszewskiej i Anieli Łoniewskiej.

Niestety, nie wytrwałam do końca. Nie zniosłam krzykliwej Małgorzaty Kożuchowskiej. Pani Małgorzata, jak widać i słychać, lubi sobie powrzeszczeć (ot, choćby w serialu "Rodzinka pl", gdzie tylko ją słychać). Tu dla mnie było tego "hałasu" za dużo. Ze wspaniałej, satyrycznej komedii zrobiła ordynarny i wyuzdany spektakl.

A szkoda. Wielka szkoda...

Dla porównania: dwa zdjęcia.

"Ich czworo" z 1977 roku - Anna Seniuk i Jerzy Stuhr...


i wczorajszy spektakl z 2015 roku - Małgorzata Kożuchowska i Mariusz Ostrowski:




niedziela, 27 grudnia 2015

Film obejrzany... czyli... rewolucja i segregacja rasowa

W końcu upolowałam ten film :-) Obejrzałam.




"Służące" w reżyserii Tate Taylor, to ekranizacja bestsellerowej powieści Kathryn Stockett.

Lata 60. XX wieku. Początkująca dziennikarka spisuje historie czarnoskórych służących wywołując skandal wśród wyższych sfer. 




Jeden z lepszych filmów, jakie udało mi się obejrzeć w tym roku.

Cudowna, ciepła opowieść o zwykłych ludziach. I ich relacjach. Wzajemnych relacjach. Jest przyjaźń, jest miłość, jest zdrada, jest i zemsta. I jest okrutna prawda o traktowaniu ciemnoskórych służących w domach białych.

GenialnaEmma Stone w roli Eugenii "Skeeter", świetna Viola Davis jako Aibileen. Niezapomniana Octavia Spencer jako Minny, otrzymała Oskara za rolę drugoplanową.  




środa, 23 grudnia 2015

Boże Narodzenie 2015

Drodzy Czytelnicy,
Pozwólcie proszę, że w przeddzień Świąt Bożego Narodzenia złożę Wam życzenia wierszem. Nie, nie moim. To wiersz znanego, wspaniałego, polskiego pisarza Grzegorza Kozery:

ŻEBY

Żeby nam wszystkim już było lepiej,
bogato w domu, a tanio w sklepie
i żeby smutek zniknął nam z oczu,
żebyśmy mogli tak dobroć poczuć
i sami dobro innym dawali,
żebyśmy więcej nie płakali,

i żeby głupców w Sejmie nie było,
a mądrym, żeby siły starczyło,
a chamy, żeby weszły na drzewa,
żeby przestała nas krew zalewać
i żeby wszelkiej maści kretyni
wiedli swój żywot na pustyni,

nam zaś spokoju, zdrowia najwięcej,
żebyśmy częściej myśleli sercem
i żeby w duszy nam ciągle grało,
i żeby kochać zawsze się chciało,
jeszcze otuchy, dużo, a jakże.
Wam tego życzę i sobie także.

/Grzegorz Kozera/



piątek, 4 grudnia 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #40 "Zwyczajny facet" Małgorzata Kalicińska

Po trylogii "rozlewiskowej" wiedziałam, że biorąc do ręki Zwyczajnego faceta nie zawiodę się. 

  Czasem kopnięcie losu przynosi nam wyzwolenie...
Pozbawiony pracy Wiesiek dowiaduje się od swego kumpla, że jest dobra praca, ale daleko poza domem. Przyjmuje ją z wątpliwościami i nadzieją, zresztą skorzystałby z każdej szansy, byle przerwać poniżający stan pałętania się po domu, bycia utrzymankiem własnej żony. Silne i prawdziwe męskie przyjaźnie pozwalają mu z humorem i dystansem przeżywać życiowe porażki i uwierzyć, że trzeba iść naprzód i poszukiwać sensu życia, nawet gdy wszystko jest przeciw i ma się ponad pięćdziesiąt lat.
Los bywa szczodry... W jesiennych barwach Mazur oraz w zimowym krajobrazie Finlandii Wiesiek odnajduje nieznane mu dotąd znaczenie miłości - dojrzałej i mądrej - i kobietę, której tak długo szukał.


Małgorzata Kalicińska zachwyciła mnie przede wszystkim stylem. Narratorem powieści jest Wiesiek, facet z krwi i kości. Nierzadko miałam wrażenie, że autorem jest mężczyzna. To przecież niemożliwe, aby kobieta pisała jak facet...

Wiesiek opowiada o swoich bardzo trudnych relacjach z żoną. Autorka w swojej powieści porusza bardzo wrażliwy temat przemocy psychicznej w domu. Przemocy ze strony kobiety. Aśka jest po prostu: awanturnicą. 

Kilkakrotnie miałam ochotę rzucić książkę w kąt. Ze złości na... Oczywiście nie zrobiłam tego. 

Książkę polecam wszystkim. I uprzedzam: tu trzeba mieć "stalowe nerwy", ale naprawdę warto. 


wtorek, 24 listopada 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #39 "Pałac Północy" Carlos Ruiz Zafon

Postanowiłam przeczytać wszystkie powieści Carlosa Ruiza Zafona.
Po przeczytaniu przed laty dwóch wspaniałych Jego książek: Cienia wiatru i Gry anioła, wiedziałam mniej więcej, czego mogę się spodziewać.









Pałac Północy jest drugą powieścią Zafona. Dedykowana jest młodzieży. 

Kalkuta, 1932. Ben, wychowanek sierocińca St. Patrick, skończył już 16 lat - podobnie jak jego przyjaciele, będzie musiał opuścić dom dziecka i się usamodzielnić. W dniu pożegnalnej imprezy poznaje swoją rówieśniczkę Sheere i zabiera ją do Pałacu Północy na spotkanie tajnego stowarzyszenia, które założył wraz z przyjaciółmi. Gdy dziewczyna opowiada im tragiczną historię swojej rodziny, członkowie stowarzyszenia postanawiają jej pomóc w odnalezieniu legendarnego domu, który pojawia się w opowieści. Nie wiedzą, że właśnie natrafili na trop jednej z najpotworniejszych tajemnic Kalkuty. Płonący pociąg, dworzec widmo, ognista zjawa - to tylko niektóre elementy makabrycznej łamigłówki, którą przyjdzie im rozwiązać… Misja, która miała być niecodzienną przygodą, niebawem okazuje się śmiertelnie niebezpiecznym wyzwaniem.  

To świetna, pełna przygód opowieść z typowym dla Zafona mrocznym i tajemniczym wątkiem. Zapowiedź, że w kolejnych Jego książkach będzie jeszcze bardziej magicznie.

Nie jestem tylko do końca przekonana, czy jest to powieść dla młodzieży. Ja nie poleciłabym jej swoim dzieciom ze względu na niektóre, naprawdę "straszne" sceny. 
I mimo, że bohaterami są szesnastolatki, to jednak powieść polecam nieco bardziej dorosłym czytelnikom szczególnie tym, którzy lubią się bać.


niedziela, 22 listopada 2015

Pani Monika, królowa literatury dla kobiet

Smutno, tak bardzo smutno...

Monika Szwaja, królowa literatury dla kobiet, już nie napisze dla nas żadnej książki.




In memoriam, przypomnę kilka cytatów Pani Moniki:

Te trzy lata studiów upewniły Stasinka, że jedynie cynizm daje szansę przetrwania w dzisiejszych czasach (...). /Zupa z ryby fugu/

Minę w tej chwili miał nieprzeniknioną. Jak Sztyrlic. /Zapiski stanu poważnego/

Serce matki jest nieracjonalne, musi się mazać. /Romans na receptę/

Rodzice po to są, żeby się martwili. /Gosposia prawie do wszystkiego/

Zawsze są dwie możliwości: że coś się stanie albo że nic się nie stanie. Załóżmy, że wszystko będzie dobrze, bo jak się będziemy martwić na zapas, to nie starczy nam siły na normalne życie. /Dom na klifie/

My tu gadu gadu, a chłop śliwki rwie. /Gosposia prawie do wszystkiego/


niedziela, 15 listopada 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #38 "Nieprzyzwoita obsesja" Colleen McCullough

Podobno trzecia powieść Colleen McCullough miała być godną następczynią Ptaków ciernistych krzewów. Tą trzecią powieścią jest Nieprzyzwoita obsesja.




Ptaków ciernistych krzewów nie czytałam. Nie wiem, czy mam żałować. Nieprzyzwoitą obsesję zmęczyłam do końca tylko dlatego, abym pisząc tę notatkę recenzencką wiedziała, o czym piszę.

Nie ukrywam, że zwabił mnie opis:
 
Mamy rok 1945. Właśnie przebrzmiały akordy II wojny światowej. Australijski szpital wojenny wkrótce ulegnie likwidacji. Oddział psychiatryczny jest miejscem, gdzie rozpoczyna się akcja. Pozostało tam jeszcze tylko sześciu pacjentów i jedna opiekująca się nimi siostra, Helen Langtry. Razem tworzą oni jak gdyby zamknięty świat. Każde z nich wnosi do niego swój ciężki bagaż doświadczeń wojennych i życiowych, swoje kompleksy i obsesje, nie zawsze zdrowe emocje i pragnienia. Zarzewiem niepokoju i pierwszym ogniwem w łańcuchu tragicznych zdarzeń staje się miłość siostry Helen do JEDNEGO z pacjentów. 

Jeśli lubicie rozciągnięte, powiem nawet rozmemłane, nudne, nużące i długie powieścidła w typie harlequina - koniecznie przeczytajcie tę książkę.

Wiele lat temu, gdy Helen chodziła jeszcze do szkoły pielęgniarskiej przy szpitalu Księcia Alfreda, na lekcji mówiono o emocjonalnym ryzyku związanym z wykonywaniem zawodu pielęgniarskiego. Przedstawiając niebezpieczeństwa, jakie grożą pielęgniarkom, nauczycielka wymieniła między innymi ryzyko zakochania się w pacjencie - Jeśli już pielęgniarka musi zakochać się w pacjencie - stwierdziła - to niech to będzie pacjent, który dobrze rokuje i jest tylko na krótko w szpitalu, z powodu jakiejś nagłej choroby, ale nigdy, przenigdy pacjent z chorobą chroniczną. Szansę na powodzenie i trwałość może mieć miłość do pacjenta z ostrym zapaleniem wyrostka albo ze złamaniem kości udowej. Ale miłość do kogoś, kto cierpi na spastyczne porażenie mięśni, paraliż kończyn czy gruźlicę, nie ma najmniejszych widoków na sukces. (str. 206/207)

I jeszcze jeden "kwiatek":

"Co wybrać: miłość czy obowiązek?" - pytała samą siebie, wchodząc na górę po schodach cięższym niż zazwyczaj krokiem. Zatrzymała się na werandzie. "Kim mam być? - zastanawiała się. - Kochanką czy pielęgniarką /.../ 
Nagle silny podmuch wiatru uniósł jej welon. "Oto odpowiedź na moje pytanie - pomyślała. - Welon jest częścią uniformu pielęgniarki, a więc mam wybrać obowiązek".
(str. 207)

Wybór należy do Was :-)


czwartek, 22 października 2015

Chopinowo... finał

Wybaczcie proszę, że dopiero dwa dni po. ale musiałam ochłonąć.

Cóż, finał mnie nie uradował, chociaż...
 
Moimi faworytami byli:

Kate Liu,
Charles Richard-Hamelin,
Szymon Nehring. 


Pierwszą nagrodę i złoty medal w XVII Konkursie im. Fryderyka Chopina zdobył Seong-Jin Cho, drugą nagrodę i srebrny medal - Charles Richard-Hamelin, trzecią nagrodę i brązowy medal - Kate Liu.




Długo zastanawiałam się, dlaczego ten dwudziestolatek z Korei Południowej zajął pierwsze miejsce. Aż do wczoraj.

Wczoraj, czyli dzień po ogłoszeniu wyników, odbyło się uroczyste wręczenie nagród, po czym finaliści sześciu miejsc (wczoraj pięciu - zdobywca szóstej nagrody Dmitry Shyshkin, rozchorował się i nie był obecny na Gali) zaprezentowali mini-recitale. 
Zdobywca pierwszej nagrody zagrał Koncert -moll op.11 z towarzyszeniem Orkiestry Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Maestro Jacka Kaspszyka.

A potem jeszcze, po ogromnych owacjach, kiedy publiczność domagała się bisów, Laureat zagrał Poloneza as-dur.
Wtedy zrozumiałam, dlaczego Jury przyznało pierwszą nagrodę Seong-Jin Cho.





wtorek, 20 października 2015

Chopinowo... dzisiaj ostatni dzień przed grande finale

Dzisiaj ostatni dzień przesłuchań pianistów.

Przypominam, że właśnie dobiega końca XVII Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. 

Wczoraj Koncerty  e-moll op. 11 grali:

Eric Lu (Stany Zjednoczone)


Szymon Nehring (Polska)


Georgijs Osokins Łotwa)


Bardzo podobała mi się gra Szymona Nehringa.

Osokins, jak zwykle, moim zdaniem, grał zbyt agresywnie.

A dzisiaj - ostatnich trzech pianistów z finałowej dziesiątki:

Charles Richard-Hamelin (Kanada)



Dymitry Shishkin (Rosja)



Yike (Tony) Yang (Kanda)


Właśnie rozpoczęło się przesłuchanie - gra Charles Richard-Hamelin. Jako jedyny, w tej edycji Konkursu, gra Koncert f-moll op. 21, który ponoć przynosi pecha finalistom - jeszcze nikt, kto grał w finale ten właśnie Koncert, nie wygrał Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

Kanadyjczyk gra pięknie i chyba wcale się nie przejmuje "pogłoskami".

Jury będzie miało "twardy orzech do zgryzienia" :-)


poniedziałek, 19 października 2015

Chopinowo... wciąż przed grande finale

Wczoraj pisałam o dziesiątce pianistów, którzy przeszli do ostatniego etapu Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

Również wczoraj rozpoczął się pierwszy dzień przesłuchań tej wspaniałej dziesiątki. Pianiści tym razem grają jeden z dwóch Koncertów ( e-mol op. 11 lub f-mol op. 21) z towarzyszeniem Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jacka Kaspszyka.

I tak właśnie wczoraj miałam ogromną przyjemność wysłuchać czworo finalistów:

Seong-Jin Cho (Korea Południowa)



Aljosa Jurinić (Chorwacja)



Aimi Kobayashi (Japonia)


Kate Liu (Stany Zjednoczone)




I mam nową faworytkę :-) Kate Liu. Mam nadzieję, że  będzie zwyciężczynią tegorocznego Konkursu.

Jak gra? Gra jak anioł. Gra tak, jakby w Nią wstąpił duch Chopina. Słuchając Jej gry, świat wydaje się lepszy, piękniejszy...





niedziela, 18 października 2015

Chopinowo... przed finałem




Dwa dni temu zakończyły się przesłuchania trzeciego już etapu Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.

Do tego trzeciego etapu zakwalifikowało się 20 pianistów. W tym - cała moja "trójka" tych, którym bardzo kibicowałam: Galina Christiakova z Rosji, Szymon Nehring z Polski i Arisa Onoda z Japonii.

A, jak już wspomniałam, 16 października zakończyły się przesłuchania trzeciego etapu i wybrano dziesięciu uczestników do finału.

I tak, od dzisiaj, od niedzieli:

Seong-Jin Cho (Korea Południowa),
Aljosa Jurinić (Chorwacja),
Aimi Kobayashi (Japonia),
Kate Liu (Stany Zjednoczone),
Eric Lu (Stany Zjednoczone),
Szymon Nehring (Polska),
Georgijs Osokins (Łotwa),
Charles Richard-Hamelin (Kanada),
Dmitry Shishkin (Rosja),
Yike (Tony) Yang (Kanada),

przez kolejne trzy dni będą walczyć o zdobycie pierwszego miejsca w Konkursie.

Zabrakło mi na tej liście Galiny Christiakovej, która w trzecim etapie grała nieco słabiej, a to prawdopodobnie przez infekcję. Szkoda, naprawdę szkoda...

Nie rozumiem też, co wśród finalistów robi Łotysz, który jest osobą wzbudzającą kontrowersje zarówno swoich ubiorem, zachowaniem jak i grą.

Pocieszeniem natomiast jest Szymon Nehring, który jako jedyny Polak przeszedł do finału. I to za Niego będę bardzo mocno trzymała kciuki.





środa, 14 października 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #37 "Taneczny krąg" Barbara Michaels

Książkę kupiłam całkiem przypadkowo na aukcji internetowej. Odleżała swoje na półce w mojej biblioteczce (chyba ze dwa lata), w końcu postanowiłam ją przeczytać.
Sądząc po okładce, byłam przekonana, że sięgam po lekkie romansidło, gdzie ona poznaje jego, potem jest szereg zbiegów okoliczności niesprzyjających obojgu, aby w końcu padli sobie w ramiona i żyli długo i szczęśliwie. 
Jakże się myliłam...




Autorka Tanecznego kręgu - Barbara Michaels (właściwie: Barbara Bertz) jest amerykańską pisarką, piszącą powieści gotyckie i thrillery. A tego nie wiedziałam...

Kiedy Heather Tradescant postanawia wreszcie spełnić swe marzenia o wędrówce po Anglii, połączonej ze zwiedzaniem starych ziemiańskich rezydencji, nie przychodzi jej do głowy, że ta wyprawa może się łączyć z jakimś niebezpieczeństwem. W pobliżu Pendle, miasteczka wsławionego siedemnastowiecznymi procesami czarownic, młoda Amerykanka wkrada się, wbrew zakazowi właściciela, do otoczonego pięknym ogrodem domu i od pierwszej chwili wyczuwa panującą w jego wnętrzu atmosferę zła i grozy. Mury Troydan House kryją w sobie jakąś ponurą tajemnicę, ale czy wiekowe domostwo nawiedzają jedynie upiory z przeszłości? 

Trzysta stron  trzymających w napięciu do ostatnich kart powieści. A koniec jest zaskakujący. 

Polecam tę książkę szczególnie w jesienne, długie, deszczowe wieczory. 


środa, 7 października 2015

Chopinowo...

Dzisiaj ostatni dzień przesłuchań konkursowych pierwszego etapu XVII Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina.




Pięć dni trwają te przesłuchania, podczas których siedemdziesięciu ośmiu pianistów walczy o przejście do następnego etapu Konkursu.

Przesłuchania odbywają się w dwóch sesjach: przedpołudniowej od 10.00 do 14.00 oraz popołudniowej od 17.00 do 21.00.

Słuchałam, chociaż rzecz jasna nie wszystkich. A żałuję, bo tegoroczny Konkurs jest na bardzo wysokim poziomie. Pianiści pokazali cały swój kunszt, technikę grania oraz to, że rozumieją muzykę Chopina.

Oczywiście mam swoich faworytów (nazwiska w kolejności brania udziału w Konkursie):

Galina Christiakova (Rosja),
Adam Mikołaj Goździewski (Polska),
Yedam Kim (Korea Pd.),
Eric Lu (USA),
Alexia Mouza (Grecja),
Szymon Nehring (Polska),
Piotr Nowak (Polska),
Natalie Schwamova (Czechy),
Andrzej Wierciński (Polska).

Jeszcze być może w dzisiejszej sesji popołudniowej dołączy ktoś do mojej listy najlepszych...

Dzisiaj w nocy (dokładnie o 23.40)  będą ogłoszone nazwiska pianistów, którzy zakwalifikowali się do drugiego etapu.

Przyznaję, że czekam z niecierpliwością :-)





czwartek, 1 października 2015

Święto Muzyki

Od 1975 roku 1-y października jest Międzynarodowym Dniem Muzyki. A ustanowił go ówczesny Prezydent Międzynarodowej Rady Muzyki, Yehudi Menuhin.




Po co to święto? Ano po to, aby muzykę przedstawić jako dobro ludzkości, a przy okazji promować muzyków.

I tak, dzisiaj rozpoczyna się XVII już Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Dzisiaj - w Sali Koncertowej Filharmonii Narodowej w Warszawie odbędzie się Koncert Inauguracyjny.
 
W programie usłyszymy Koncert fortepianowy a-moll op.17 Ignacego Jana Paderewskiego, Polonez na orkiestrę symfoniczną Krzysztofa Pendereckiego (ten utwór specjalnie zamówiony przez Narodowy Instytut Fryderyka Chopina) oraz Koncert fortepianowy a-moll op.54 Roberta Schumann'a.




A wykonawcami będą Martha Argerich (fortepian), Nelson Goerner (fortepian) oraz Orkiestra Filharmonii Narodowej pod dyrekcją Jacka Kasprzyka.

Zapowiada się wieczór pełen wrażeń.

A już od 3 do 16 października rozpoczną się przesłuchania konkursowe. 





niedziela, 27 września 2015

Piosenka do nowego Bonda...

Jest. Długo wyczekiwana...

Ścieżka muzyczna do najnowszego, dwudziestego czwartego już filmu o Bondzie.
Film ma tytuł "Spectre", Bonda po raz bodajże czwarty gra Daniel Craig.
Premiera będzie miała miejsce 23 października tego roku oczywiście w Wielkiej Brytanii.

Słowo o wykonawcy piosenki Writing’s on the Wall:

Sam Smith jest dwudziestopięcioletnim brytyjskim wokalistą soulowym i popowym, jest również kompozytorem.

Zapraszam do wysłuchania (jeśli dacie radę...)  piosenki z najnowszego Bonda:




Mnie się nie podoba.
Długa, ciągnąca się bez końca, nudna linia melodyczna. Jakby powiedział mój kuzyn: "ciągnienie g... przez morze".

Sam'a Smith'a bardzo lubię i cenię jako wokalistę. Ot, choćby jego (w moim przekonaniu najpiękniejszy) utwór Stay with me...



Ma chłopak potencjał w głosie.

A skoro jesteśmy przy Bondzie, to ze wszystkich dotąd "nakręconych" najbardziej do gustu przypadła mi ścieżka muzyczna z filmu Skyfall i Adele...



To był prawdziwy majstersztyk :-)


piątek, 25 września 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #36 "Kochanka królewskiego rzeźbiarza" Victoria Gische


Nie czytam powieści historycznych, kryminałów i science-fiction. Tu zrobiłam kolejny wyjątek...





Victoria Gische, autorka Kochanki królewskiego rzeźbiarza jest historykiem zarówno z zamiłowania jak i z wykształcenia. Interesują Ją szczególnie dzieje Starożytnego Egiptu.

Z twórczością pisarki zetknęłam się po raz pierwszy.


Książka koncentruje się na związku młodego rzeźbiarza o imieniu Dżehutimes z królową Nefretete. Zgodnie z badaniami, które przeprowadzili archeolodzy, królowa, mająca znaczącą pozycję na dworze, nagle została odsunięta od władzy i skazana na opuszczenie głównego pałacu królewskiego. Za takim postanowieniem króla Echnatona mógł kryć się romans, w który wdała się Nefretete. Jej kochankiem miał być właśnie Dżehutimes. Chociaż tematem przewodnim jest związek tej dwójki powieść szanuje fakty historyczne. Innym ważnym wątkiem jest rewolucja religijna, do której dążył Amenhotep, zwany w okresie amareńskim Echnatonem, oraz spiski, które zawiązywali kapłani Amona, pragnący nie dopuścić do rozprzestrzenienia się nowych wierzeń. To książka o wielkich emocjach i trudnych wyborach. Warto zaznaczyć, że królowa Nefretete funkcjonuje w niej głównie pod swoim imieniem, które miało brzmieć Tatu-Hepa. 

Powieść miała swoją premierę w lutym 2014 roku i było to niemałym wydarzeniem. 
I nie dziwię się. 
Pięknie napisana, kipiąca intrygami i zdradami historia miłości. 

Z ogromną dokładnością i niezwykle interesująco Autorka opisuje rytuały i obyczaje panujące w tamtym okresie.  

Książka napisana bez zbędnych, rozwlekłych opisów, a jednak ujmująca w treści najważniejsze informacje.

I chociaż nie zgadzam się z Autorką co do faktów historycznych przedstawionych w powieści (niestety, nie mogę tu napisać co do jakich faktów - musiałabym ujawnić całą treść książki), to polecam Kochankę królewskiego rzeźbiarza.

Jeśli tylko będę miała okazję, na pewno przeczytam Tajemnice królów tejże Autorki.

 

wtorek, 22 września 2015

"Marco Spada" - znacie?


Ten blog nie tylko o książkach ma traktować. Dzisiaj - o balecie.




Wczoraj miałam okazję obejrzeć. Niestety, nie "na żywo", a tylko dzięki TV Mezzo Live. 

Transmisja z Teatru Bolszoj. Wystąpili oczywiście soliści i balet Teatru Bolszoj.

Marco Spada, balet w oryginalnej choreografii Jozeph'a Mazilier'a (1857), muzykę skomponował Daniel-François-Esprit Auber (francuski kompozytor, żyjący w latach 1782 - 1871, twórca około pięćdziesięciu oper i baletów).

Role wiodące: jako Marco Spada zatańczył David Hallber, jako Angela - 
Evguénia Obraztsova.



Rozbójnik Marco Spada, rozbójnik, grabi okolice, ku wściekłości gubernatora, który bezskutecznie usiłuje go złapać. Jednak wesoły bandyta, skrzętnie skrywający przed wszystkimi swoją prawdziwą tożsamość, nie tylko zajmuje się graniem władzy na nosie; w równej mierze zaprząta go opieka nad córką Angelą, która spokojnie dorasta sobie w zamkowych murach. Młoda panna, kompletnie nie mając pojęcia o tym, że jej ojciec prowadzi podwójne życie, zamartwia się tylko jednym – swoimi nie do końca dobrze ulokowanymi uczuciami. Obiektem jej westchnień jest książę Frederici, ale ten okazuje się być już zaręczony. Angela jest zdruzgotana...
 

Balet swoją premierę miał w listopadzie 2013 właśnie w Teatrze Bolszoj. Warto dodać, że Pierre Lacotte stworzył swoją wersję choreograficzną tego baletu specjalnie dla Rudolfa Nuriejewa.

Piękna muzyka, wspaniałe dekoracje i stroje, że nie wspomnę o tancerzach.

Uczta dla oczu i dla ducha. :-)






środa, 16 września 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #35 "Włoska symfonia" Agnieszka Walczak-Chojecka

Czy słyszeliście kiedyś muzykę, która wypływa z książki?





Jestem po lekturze Włoskiej symfonii autorstwa Agnieszki Walczak-Chojeckiej.

Marianna Wisłocka, nieśmiała flecistka, ma talent, urodę i wielkie marzenie. Chce skomponować niezwykłą symfonię. Od swojej akademickiej nauczycielki dziewczyna otrzymuje propozycję występów w słonecznej Italii z orkiestrą słynnego Antonio Balamonte.
Nie wie, że promotorka wiąże z nią pewne plany...


Wszechobecna muzyka, miłość i erotyzm przeplatają się na kartach tej wspaniałej powieści. 
To opowieść o dorastaniu, o dojrzewaniu, pokazana w mistrzowski sposób. W otoczeniu bajkowych krajobrazów jesteśmy świadkami przekształcania się niewinnej, dwudziestotrzyletniej panny w zmysłową, świadomą swojego piękna i talentu, kobietę.

Autorka pobudza wszystkie zmysły czytelnika. Moje pobudziła :-) 

Jeśli chcecie przeżyć wspaniałą przygodę przepełnioną muzyką i erotyzmem, koniecznie przeczytajcie tę powieść.

To pierwsze moje spotkanie z literaturą Pani Agnieszki Walczak-Chojeckiej. Ale na pewno nie ostatnie. 


niedziela, 6 września 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #34 "Rosół z kury domowej" Natasza Socha

Uwielbiam rosół. Dla mnie jest najlepszą zupą na świecie, antidotum na całe zło świata pod warunkiem, że jest dobrze przyrządzony.
Z ogromnym smakiem więc zabrałam się za...




...Rosół z kury domowej. To pierwsza książka, którą przeczytałam autorstwa Nataszy Sochy.

Wiktoria – architekt z wykształcenia, kura domowa wiedzie idealne życie u boku Tymona. Spełnia jego zachcianki, prowadzi perfekcyjny dom i rozróżnia wszystkie rodzaje garnków.

Gdy pewnego dnia mąż oświadcza jej, że oczarowała go kognitywna inteligencja niejakiej Anny, życie Wiktorii zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.

Zraniona i nieszczęśliwa zaszywa się w malowniczej niemieckiej wiosce, gdzie poznaje inne kury domowe, równie zagubione i sfrustrowane. Razem rozpoczynają dość ryzykowną przygodę – gotowanie topless w weneckich maskach przed kamerą, a filmy
umieszczają w internecie...

Fabuła książki jest bardzo interesująca i to był świetny pomysł na... Sarkastyczną powieść? A może na farsę, czy też na czarną komedię? Mężczyźni to trutnie, brudasy, obiboki, czarne charaktery i w ogóle samo zło.

Trudno jest mi ocenić tę książkę, ponieważ sama jestem kurą domową, ale tą szczęśliwą, z "wolnego wybiegu", otoczoną zrozumieniem dla prac kurzych, szacunkiem i miłością wszystkich domowników.

Powieść jest świetnie doprawiona ironią, sarkazmem, pikanterią. Z postaciami, ze względów powyższych, nie utożsamiałam się, ale starałam się je zrozumieć. Wprawdzie nie zawsze było mi łatwo, niemniej jednak postanowiłam kontynuować przygodę z powieściami Pani Nataszy.

Za udostępnienie książki dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Pascal.




piątek, 4 września 2015

Co było grane... czyli... moja muzyka w latach 80. (c.d.)


Kontynuując moją muzykę lat osiemdziesiątych, nie mogę nie wspomnieć o dwóch uroczych chłopcach: George'u Michael'u i Andrew Ridgeley'u.

Brytyjski zespół Wham! rozpoczął swoją działalność w 1981 roku. Istniał tylko przez pięć lat, ale... co to była za muzyka :-))

Wham! Rap...




chyba największy ich przebój: Wake me up, before you go-go...




i jeszcze I'm your man...




Do dzisiaj istnieje, założony w latach osiemdziesiątych, międzynarodowy zespół Bad Boys Blue.

Śpiewają pop i euro disco. 

You're a woman...




 I wanna hear your heartbreak...




Jeszcze przypomnę amerykański zespół rockowy Toto.

Africa...




I na koniec - Lionel Richie, amerykański piosenkarz i kompozytor, który w 1981 roku rozpoczął swoją karierę solową.

Hello...




Say you, say me z filmu Białe noce...




Dancing on the celling...



I to już koniec mojej serii "Co było grane... czyli... moja muzyka w latach...". 

Nie miałam już czasu na poświęcanie się mojej pasji. Ot, gdzieś w tle muzyka z radia, bez głębszego zastanawiania się kto gra, kto śpiewa.

Przepraszam wszystkich moich Czytelników za wpisy nieregularne. Obiecuję poprawę przy następnych cyklach.
 


poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Żegnaj Mistrzu...

Miał siedemdziesiąt siedem lat. Był jednym z najbardziej cenionych aktorów. Aktorów filmowych i teatralnych.

Jerzy Kamas.








Niezapomniany Wokulski w filmie "Lalka", knecht w Szczytnie w "Krzyżakach", Mikołaj I Romanow w "Wielkiej miłości Balzaca", Korzecki w "Doktorze Judymie", Daniel Ostrzeński w "Nocach i dniach", komandor Alistair Denninston w "Tajemnicach Enigmy", Teodor Gaćpa w "Krabie i Joannie", Jan Tarnowski, kasztelan krakowski w "Królowej Bonie", Romuald w "Dolinie Isy", Adam w "Cudzoziemce", pułkownik Prawdzic w "Pierścionku z orłem w koronie", mecenas Stefan Ziętecki w serialu "Klan", Wojciech Kula w "Siedlisku", generał Stanisław Szeptycki w "Marszałku Piłsudskim" oraz w wielu, wielu innych filmach.

Ostatnia Jego rola filmowa to Prezes PEN Clubu w "Różyczce".

Grał na deskach Teatru Powszechnego w Łodzi, Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Teatru Narodowego oraz Teatru Ateneum w Warszawie.


 

niedziela, 23 sierpnia 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #33 "Horyzonty uczuć" Dorota Schrammek

Kilkanaście dni temu była premiera. Ja mam tę przyjemność posiadania tej książki. I już ją przeczytałam.







Horyzonty uczuć to druga powieść Doroty Schrammek. 


O pierwszej, zatytułowanej Stojąc pod tęczą pisałam tu: klik 

Po przeczytaniu kilkunastu stron Horyzontów uczuć, zaczęłam żałować. Żałować tego, że ta książka przecież skończy się. Bo cóż to jest dwieście czterdzieści stron? 


Matylda prowadzi pensjonat w Pobierowie i nawet nie przypuszcza, co przyniesie nadchodzące lato. Przyjazd wyjątkowych gości sprawi bowiem, że te wakacje będą inne niż wszystkie do tej pory.
Iwona, Zoja, Aldona zmagają się z problemami życiowymi i niezrealizowanymi marzeniami. Ryszard zjawia się w pensjonacie z wnuczkiem Antosiem, ale szybko wychodzi na jaw, że wcale nie jest spokrewniony z chłopcem. Dorota i Piotr to natomiast młode małżeństwo, które wskutek niedawnej tragedii przeżywa poważny kryzys.
Dwa tygodnie pełne słońca, morza i nieoczekiwanych wydarzeń na zawsze zmieniają życie bohaterów, którzy spotkali się przez przypadek… 


Pięknie opowiedziana, wciągająca historia kilkorga, obcych sobie osób, osadzona w scenerii nadbałtyckiego, małego kurortu. Bohaterowie spotykają się u Matyldy, sołtyski Pobierowa, która prowadzi pensjonat. Każdy przyjeżdża tu z innego powodu. Łączy ich na pewno jedno: chcą naprawić swoje życie.


Autorka wspaniale oddaje klimat letniego, małego miasteczka, które w czasie wakacji tętni życiem.

Śmiem stwierdzić, że jesteśmy świadkami narodzin wspaniałej pisarki, autorki powieści przeznaczonych nie tylko dla kobiet, ale na pewno o kobietach.

Dziękuję Wydawnictwu "Szara godzina" za udostępnienie mi egzemplarza.





czwartek, 20 sierpnia 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #32 "Bokserka" Grażyna Plebanek








Dwie przyjaciółki, bokserki: warszawianka Lu, bokserka amatorka, pracuje w polskiej ambasadzie w Brukseli. Sprite, jej sportowa mentorka i powierniczka jest Belgijką pochodzenia kongijskiego. Poznają się w Brukseli, razem walczą na ringu, wspólnie snują opowieść. Ich historia stwarzana jest w trakcie opowiadania powierzonego przyjaciółce. Przyjaźń i boks to źródła siły dla Lu i Sprite. Więź między młodymi kobietami stanowi oś opowieści, w której romanse, miłości i zauroczenia są tłem dla budowania mocnych osobowości, własnej przestrzeni, z której nie strach wyruszać w świat.

To pokrótce streszczenie Bokserki, powieści Grażyny Plebanek, pisarki i publicystki, absolwentki polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, dziennikarki agencji Reuters i Gazety Wyborczej.

Bohaterka powieści Lu nakreślona jest wyraźną kreską, bez zbędnych ograniczeń, bez tajemnic. Należy to tego pokolenia, które śmiało przemieszcza się z miejsca na miejsce, w poszukiwaniu "lepszego życia". 

Autorka w sposób bardzo naturalny przedstawia bohaterów związanych z główną postacią powieści. 

To moje pierwsze zetknięcie się z twórczością Grażyny Plebanek. I mam nadzieję, że nie ostatnie. Bokserkę polecam tym, którzy chcą przeczytać coś nowego, nieosadzonego w polskich realiach, wykraczającego poza normy naszej obyczajowości.


wtorek, 4 sierpnia 2015

Czytaj, czytaj, czytaj: #31 "Dom złudzeń: Zosia" Iwona J. Walczak

Szkoda, szkoda, że to już koniec...






Dom złudzeń: Zosia, Iwony J. Walczak to drugi tom powieści o ogromnych, kobiecych emocjach.

Jest późne lato 2009 roku. Do Złotniczek przyjeżdża Zofia Kulińska, która w wygranym w drodze przetargu domu złudzeń otwiera dom pracy twórczej. Zachwycona posiadłością, wprowadza się na poddasze, do dawnego mieszkania Igi. Tam postanawia na nowo ułożyć sobie życie.
Zosię i Igę łączą więzy krwi, jednak różnice między nimi i od dawna chowane urazy nie pozwalają na nawiązanie bliskości. 


Dwie jakże różne kobiety: Iga - rudowłosa piękność, przebojowa, o mocnym charakterze i Zosia - krucha blondynka o złotym sercu. Łączy je miłość do tych samych miejsc. Dzieli - bardzo wiele.

Czy wiecie jakiej cierpliwości i kunsztu potrzeba, aby zapleść warkocz dobierany? Z taką precyzją Autorka po mistrzowsku przeplata losy bohaterek. 

Powieść jest bardzo ciepła, kobieca. 

Dom złudzeń: Zosia, jest czwartą powieścią wydaną przez Iwonę J. Walczak. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej.