piątek, 22 grudnia 2017

Boże Narodzenie 2017

Drodzy Czytelnicy mojego bloga,

Życzę Wam cudownych, spokojnych Świąt Bożego Narodzenia,
spędzonych w gronie Najbliższych,
w atmosferze miłości, pokoju i pojednania.
A w nadchodzącym Nowym 2018 Roku,
życzę Wam samych pięknych, szczęśliwych dni.






wtorek, 19 grudnia 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #104 "Lilka" Małgorzata Kalicińska

Drugie wydanie powieści jest doskonałą okazją, aby przypomnieć Lilkę autorstwa Małgorzaty Kalicińskiej.








Marianna, redaktorka czasopisma dla pań, matka, żona, córka i, jak się niedługo okaże, również siostra. Zwyczajna kobieta po pięćdziesiątce. Prowadzi zwyczajne życie. Do czasu. Nieszczęścia najczęściej przychodzą parami.
Jak szybko można nauczyć się żyć na nowo po rozwodzie? A jeśli do tego nadchodzą bardzo niepokojące wieści ze strony, wprawdzie prawie nieznanej i nielubianej, siostry?

Nie umiałam wyjść do niej z siostrzaną miłością. Za każdym razem, gdy o niej myślałam, drżałam z przerażenia, obrzydzenia i wewnętrznego lęku. Nie wyciągnęłam do niej ręki, to powodowało we mnie poczucie zakłopotania i wstydu, że nie umiem, nie jestem współczująca, pomocna. Teraz to się nazywa "dawać wsparcie" i wszędzie się o tym pisze.
/str. 92/

Życie okazuje się być przewrotnym, a los często płata nam figle. Lilka, młodsza, przyrodnia siostra Marianny potrzebuje wsparcia. Porządnego wsparcia w postępującej chorobie.

Muszę wyciszać nastrój, spowolnić emocje, bo mnie zjedzą. Życie i choroba, narodziny i śmierć - plecie się to, zaplata, współistnieje. Radość i smutek. Ech, muszę pomyśleć o czymś innym. Nie mogę się tak dołować! Dla Lili muszę być silna! Okej. Zmiana nastroju!
/str. 483/

Pięknie napisana, ciepła opowieść o dojrzewającej, siostrzanej miłości w obliczu śmiertelnej choroby. O walce o każdą chwilę spędzoną z ukochaną osobą. O zwykłym życiu, które toczy się gdzieś, tam w tle ważnych wydarzeń.

To opowieść o szukaniu sensu życia, refleksje na temat przemijania.

Autorka nie szczędzi nam wzruszeń i emocji.

Jest jednak nuta optymizmu w tej powieści. Bo jest zauroczenie i miłość, jest siła więzi rodzinnych, jest moc przyjaźni. Jest też i uśmiech, choć czasami przez łzy.

Dzisiaj jest czas łokci i siły przebicia, którą wielu z nas utożsamia z delikatnością Kaliguli albo walca drogowego. Schamieliśmy strasznie. Ten proces odbywa się niezauważalnie, ciągle postępująco! Może dlatego, że istnieje na to ciche przyzwolenie nas, osób na tyle dyskretnych, że nie umiemy z równym tupetem reagować wedle recepty kofty: "Gwałt niech się gwałtem odciska, rzekła dupa do mrowiska".
/str. 98/

Gorąco polecam tę powieść nie tylko miłośnikom prozy Kalicińskiej.

A za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda Książki.





sobota, 16 grudnia 2017

Konkurs Eurowizji dla Młodych Tancerzy - finał

Dzisiaj, 16 grudnia w Pradze, odbędzie się finał 13. Konkursu Eurowizji dla Młodych Tancerzy.

O tytuł najlepszego młodego tancerza Europy walczyć będzie w tym roku ośmioro uczestników:

Michal Vach - Czechy,
Danila Kapustin - Niemcy,
Denise Buttigieg - Malta,
Anna Louise Amundsen - Norwegia,
Paulina Bidzińska - Polska,
Raquel Fidalgo - Portugalia,
Patricija Crnkovič - Słowenia,
Christoffer Collins - Szwecja.

Dla przypomnienia: konkurs organizowany jest co dwa lata (od 1985 roku) przez Europejską Unię Nadawców. Uczestniczą w nim artyści w wieku 16-21 lat, którzy nie zajmują się tańcem zawodowo.

Oprócz występów solowych, tancerze wykonują jeden wspólny taniec, ułożony przez profesjonalnego, lecz niezależnego choreografa.

Nasza reprezentacja miała swój debiut w 1993 roku, a dwa razy Polska zwyciężyła: w 2001 roku - bracia Marcin i Dawid Kupińscy (wtedy jeszcze były dozwolone duety) oraz w 2015 roku - Viktoria Nowak.

W tym roku, nasza reprezentantka, dziewiętnastoletnia Paulina Bidzińska zaprezentuje taniec zatytułowany La Certa w choreografii Jacka Przybyłowicza.




Tancerze będą oceniali przez Jury w składzie:

Daria Klimentová - Czechy,
Itzik Galili - Izrael,
Ambra Succi - Szwecja.

Transmisję będzie można obejrzeć na żywo w TVP Kultura o godzinie 20.00.














































sobota, 2 grudnia 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #103 "Rdza" Jakub Małecki

Rdza, najnowsza powieść Jakuba Małeckiego, swoją premierę miała we wrześniu.




To moje pierwsze spotkanie z twórczością Jakuba Małeckiego.
Nie wiedziałam, czego mogę się po "Rdzy" spodziewać.

Wszystko będzie dobrze.
/zdanie powtarzające się wielokrotnie w powieści/

Szymon i Tośka. Osierocony nagle chłopiec i jego babka. Dwie opowieści splecione ze sobą ogromnymi emocjami. Opowieści o codzienności, czasami tej zwykłej, a czasami tej okrutnej, wojennej. Jawa miesza się ze snem. A sny mają tu ogromne znaczenie.

A wszystko to przepełnione jest ogromną wrażliwością, nierzadko tkliwością. Taką bardziej szorstką. Taką schowaną wewnątrz, bez ujawniania, bez słów, bez gestów.

I rdza. Ta na dłoniach, ta za oborą. Ona zostaje najdłużej i przypomina o tym, co było. Co było nieuniknione. Ale, czy na pewno?

Rdza Jakuba Małeckiego, to kawał dojrzałej, porządnej literatury.

Polecam gorąco.



czwartek, 30 listopada 2017

Po prostu: zdjęcia czyli pamiątka chwil ulotnych (cz. 2)

Dzisiaj przedstawiam Wam kilka zdjęć z wczorajszego (29 listopada) spaceru. Tym razem Sopot. Tuż przed zachodem słońca.

Wokół Parku Południowego:



wtorek, 21 listopada 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #102 "Okruchy codzienności" Elizabeth Strout

Okruchy codzienności autorstwa Elizabeth Strout,  otrzymały nagrodę Pulitzera w 2009 roku.

W Polsce książka ukazała się pod dwoma tytułami:



Obie przełożyła Ewa Horodyska.

Tytułowa bohaterka, Olive, jest kobietą po siedemdziesiątce, mieszkającą z mężem w Crosby, w stanie Maine. Despotyczna, nie lubiana, szorstka w obyciu, powściągliwa zarówno w stosunku do najbliższych jak i całkiem obcych osób, a zarazem skromna i perfekcyjna.

Trzynaście opowieści o mieszkańcach małego miasteczka. Kilkadziesiąt różnych charakterów, mnóstwo przeróżnych sytuacji życiowych. W każdym opowiadaniu jednak ma swoją rolę Olive. I wcale nie jest to główna rola.

Autorka w ciekawy choć prosty sposób przedstawia ludzkie losy, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, które nierzadko mają wpływ na życie innych. I strach, ogromny strach przed samotnością i odrzuceniem.

Gorąco polecam tę niezwykłą w swojej prostocie lekturę.


sobota, 4 listopada 2017

Film obejrzany - nie sądź po pozorach

Dzisiaj opowiem Wam o filmie, który swoją premierę miał we wrześniu 2002 roku, w Polsce zaś ukazał się rok później.






Daleko od nieba to dramatyczny romans obyczajowy. Tak bym ten film określiła.

Rok 1957, gdzieś w Stanach, przedmieścia. Rodzina państwa Whitaker. Cate jest kochającą i dbającą o męża i dzieci żoną Franka, bankiera, który również czasami zarabia na reklamach.
Cate jawi nam się jako eteryczna choć stanowcza, urocza, mądra i inteligentna pani domu. Doskonale radzi sobie z zarządzaniem gospodarstwem, świetnie wychowuje dzieci, jest czułą, wyrozumiałą małżonką.


Jednak pewnego dnia jej świat, tak dotąd poukładany, wywraca się. Zupełnie przypadkowo (bo, jakżeby inaczej) odkrywa, że jej mąż ma romans z innym mężczyzną.
Cate nie potrafi poradzić sobie z tą sytuacją. Wie, że teraz najważniejsza jest kariera męża i musi grać...
Najlepiej opowiedzieć o swojej tragedii komuś obcemu. Tylko, że potem ten obcy już nie będzie obcym. Idealnym wydaje się być ogrodnik, który zastąpił w obowiązkach niedawno zmarłego ojca.


Między Cate a owym ogrodnikiem zawiązuje się przyjaźń.
Problem w tym, że ogrodnik jest niezwykle przystojnym, czarnoskórym mężczyzną.

Film doskonale pokazuje, w owych latach niedostępny dla innych, American Dream. Zadbane domostwa, sztuczne uśmiechy (słynny "keep smiling"), panie w rozkloszowanych spódnicach z szerokimi paskami i w szpilkach chodzące od rana do wieczora, panowie wciąż w garniturach i z nieodzownym atutem - kapeluszem. I nienawiść do wszystkiego, co nie amerykańskie. I do wszystkich, którzy nie są biali.

Film wyreżyserował i scenariusz napisał Todd Haynes, w roli Cate wystąpiła Julianne Moore, jej męża zagrał Dennis Quaid, a w rolę ogrodnika Raymonda wcielił się Dennis Haysbert.

Warto zwrócić uwagę na cudowne zdjęcia Edwarda Lachmana, szczególnie te jesienne oraz na muzykę Elmera Bernsteina.

Jeśli tylko będziecie mieli okazję, koniecznie obejrzyjcie ten film. Naprawdę warto.


wtorek, 31 października 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #101 "Trzymaj się, Mańka!" Małgorzata Kalicińska


Trzymaj się, Mańka! autorstwa Małgorzaty Kalicińskiej, jest kontynuacją bestsellerowej Lilki.



Powieść swoją premierę miała pod koniec września 2017 roku.

Tytułowa Marianna to kobieta dojrzała, po pięćdziesiątce. Była żona, matka dorosłego syna, córka kochającego ojca. Atrakcyjna, inteligentna, dowcipna i taka, jak to u Kalicińskiej bywa, zwyczajna. Kobieta "po przejściach". Po owych "przejściach" (śmierć bliskich osób, rozwód) w końcu zaczyna dostrzegać uroki życia. Dostaje niecodzienne zaproszenie do odwiedzenia internetowego przyjaciela w Ulsan, w Korei Południowej. Korzysta z tego zaproszenia...

Fajnie mi. Ciepło i bezpiecznie w jego ramionach. Fala tkliwości zalała mnie tak, że prawie odebrała oddech. Nie czułam się tak /.../. Może kiedyś, bardzo dawno temu na poddaszu u taty, ale potem już nie. Konstanty Ildefons napisał o podobnym wzburzeniu: "Nie śpię. I śpiewam. I jest mi tak dobrze, jakbym był pozłacanym orzechem".
/str. 246/

Pięknie napisana opowieść bardzo romantyczna. O tym, że na przyjaźń, zauroczenie, miłość, ciekawość świata, zmiany życiowe, nigdy nie jest za późno. Wystarczy tylko dać sobie szansę.

W tej ciepłej, napisanej trochę jak pamiętnik, trochę jak reportaż, powieści, poznajemy historie emigrantek, zwyczaje i kuchnię Korei Południowej.

Myślę, że warto pokazać Polkom, że świat jest wielki, ciekawy, że można w nim żyć na mnóstwo sposobów. Nie tylko powielać tradycyjny model: praca, dom, nowy dywan, praca, dziecko, wakacje, praca, praca, praca. Że jest też możliwość szukania w tym wszystkim radości, własnej ścieżki, własnego sposobu na zadowolenie.
/str. 273/

Z ogromną dbałością Autorka kreśli charaktery bohaterów nawet tych, którzy pojawiają się w powieści na chwilę.

Trzymaj się, Mańka! to historia dojrzałej miłości, przepełnionej niepewnością i ostrożnością, historia rozpoczęcia życia od nowa w całkiem nowych okolicznościach.

...faktycznie było czym się zachwycać. Sam budynek może żaden cud, ale położony był w "czerwonej kotlinie", jak ją z mety nazwałam. Stoki gór, pokryte klonami palmowymi różnych odmian, płonęły wszelkimi odcieniami czerwieni: od brązu, ciemnej wiśni i burgundu, przez krwistą czerwień, amarant, a nawet fuksję, aż po pomarańcze, żółcie i złocistości. Fakt - gdy tylko weszliśmy na ścieżkę, z której widać było Tapsę, oniemiałam. To było tak niezwykle piękne zjawisko, że stałam jak żona Lota, ale w zachwycie, nie mogąc powiedzieć słowa. 
/str. 277/

Polecam gorąco tę najnowszą powieść Małgorzaty Kalicińskiej przede wszystkim tym, którzy pragną lektury ciekawej, spokojnej i mądrej.

A za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Burda.



środa, 18 października 2017

Czytaj,czytaj,czytaj: #100 "Ty, to głupia jesteś!" Krystyna Śmigielska

Stali czytelnicy i bywalcy mojego bloga wiedzą, że polecam nie tylko nowości książkowe, ale również te wydane przed laty.

Taką książką jest, wydana przed dziesięciu laty, jedna z pierwszych napisanych dla starszych czytelników, powieść Krystyny Śmigielskiej "Ty, to głupia jesteś!".



Niespełna 30-letnia, samotna Irmina marzy o prawdziwej miłości, stabilności uczuciowej i założeniu rodziny. W znalezieniu tego jednego, jedynego, wymarzonego, pomaga jej niestrudzenie Magda, koleżanka-przyjaciółka z pracy. Po posusze nadchodzą dni, gdzie roi się od kandydatów do ręki bohaterki powieści.

Zdradzę ci tajemnicę! Idealnych mężczyzn nie ma. Pamiętaj, wybieraj tylko takich, których wady możesz znieść bez mrugnięcia okiem.
/str. 143/

Zwariowana, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i komicznych zbiegów okoliczności, lekka komedia obyczajowa.

Napisana tym charakterystycznym dla Autorki językiem, gdzie nawet w banalnym dialogu, każde zdanie, każde słowo jest przemyślane.
Na próżno szukać tu powtórzeń, błędów stylistycznych. A mimo to, język jest prosty, adekwatny do środowiska bohaterów.

Powieść naszpikowana jest prześmiewczymi, "dobrymi radami" jak znaleźć odpowiedniego partnera.

Kobietom tylko jedno w głowie! Usidlić chłopa! Nieważne, jaki to chłop, byleby można mówić: "Jestem mężatką" - podsumował moją chęć poznania przyszłości.
Nie ze mną te numery! Ripostowałam z wielką przyjemnością.
- Tak, masz rację! Mężczyznom nie to w głowie,. Im o ślub nie chodzi. Im chodzi tylko o seks! Codzienne życie, wychowywanie dzieci, to nie dla nich! Ich interesuje tylko współżycie!
/str. 121/

Polecam tę książkę na każdą porę roku, na każdą porę dnia, na smutki i rozterki dnia codziennego.


wtorek, 17 października 2017

Po prostu: zdjęcia czyli pamiątka chwil ulotnych (cz. 1)

Fotografowanie na pewno jest sztuką. A, że sztuka, to kultura...
Uwielbiam robić zdjęcia. Nie fotografować. Bo fotografować nie umiem, nie mam odpowiedniego sprzętu. Może kiedyś...

Przedstawiam Wam kilka zdjęć z dzisiejszej "wycieczki" do Helu. Zahaczyłam też o port w Jastarni. Nie widziałam go kilkanaście lat. Ależ się zmienił!


wtorek, 12 września 2017

środa, 6 września 2017

Teatr TV i "Węzeł"

Wczoraj, 5 września, TVP Kultura wyemitowała spektakl z 1987 roku zatytułowany Węzeł.


Sztukę Feliksa Falka reżyserował Kazimierz Kutz.

Alina i Zygmunt oczekują wizyty ich dawnego, z lat młodzieńczych, przyjaciela. Olek, dawna miłość Aliny, po latach przyjeżdża do Polski, aby rozwiązać osobistą zagadkę.

Mistrzowsko zagrane skrywane uczucia, które po kolei są odkrywane. Ewa Dałkowska, Jerzy Bińczycki i Jan Nowicki to znakomite trio, które rozlicza żale i anse z przeszłości.

Jeśli będziecie mieli okazję obejrzeć tę sztukę, zróbcie to koniecznie. Naprawdę warto.

A tu jest zwiastun spektaklu:

http://teatrtelewizji.vod.tvp.pl/33855259/wezel-zwiastun


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #99 "Najlepszy powód, by żyć" Augusta Docher - recenzja przedpremierowa

Premiera najnowszej powieści Augusty Docher Najlepszy powód, by żyć zaplanowana jest na 27 września.


Najlepszy powód, by żyć to powieść z gatunku New Adult.

Szesnastoletnia Dominika ulega wypadkowi. Przez pomyłkę. Jej ciało jest w pięćdziesięciu procentach poparzone. Rozpoczyna się walka o życie. Jej walka, walka lekarzy i jej najbliższych.

Życie "tu i teraz" jest całkiem odmienne od tego, które toczyło się "tam i kiedyś". Inne, ale czy gorsze? Nie wiem, co tworzy nasze życie, ale jeśli to ludzie nas otaczający, to tu jest lepiej mimo cierpienia, bólu i wciąż pojawiających się nowych wyzwań. Przypomina mi się film "Skazani na Shawshank" i jeden z bohaterów, który popełnia samobójstwo kilka dni po opuszczeniu więzienia. Teraz go rozumiem. Nie potrafił żyć poza murami, a ja chyba też nie potrafię wrócić do "tam i kiedyś". Nic mnie nie kusi.
/str. 74/

Powieść podzielona jest rozdziałami na Przedtem i Teraz. Dwoje narratorów pozwala na dogłębniejsze przyjrzenie się bohaterom, ich odczuciom, przeżyciom i przemyśleniom.

Autorka niezwykle sumiennie przygotowała się do podjęcia tak trudnego problemu poruszanego w powieści. Poczynając od nazewnictwa medycznego, poprzez odczucia fizyczne, opcje leczenia, możliwe powikłania, rehabilitację, a skończywszy na aspekcie psychologicznym - uczuciach, jakie towarzyszyły podczas i po wypadku oraz wszelkich stanach emocjonalnych.

To nie jest zwykła powieść o miłości, chociaż jej siła odgrywa tutaj ogromną rolę. Tym bardziej, że miłość u Augusty Docher ma różne oblicza. To opowieść przede wszystkim o próbie pogodzenia się z nowymi okolicznościami, w jakich przyszło żyć bohaterce, to opowieść o akceptacji, o wybaczaniu i o zaufaniu.

Najlepszy powód, by żyć napisana jest prostym językiem. Czasem ironicznym, czasem nostalgicznym a czasem również i brutalnym. Próżno by szukać tutaj wymyślnych czy finezyjnych opisów sytuacyjnych. Akcja toczy się stałym, szybkim tempem.  Nie ma czasu na zniechęcenie czy nudę.

Polecam tę powieść nie tylko starszej młodzieży, ale również wszystkim dorosłym.

A za możliwość przeczytania powieści dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.


Przydatne linki:
http://www.empik.com/najlepszy-powod-by-zyc-docher-augusta,p1147394450,ksiazka-p


sobota, 26 sierpnia 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #98 "Niewyznane grzechy siostry Juany" Kyra Galvan

Niewyznane grzechy siostry Juany to debiut meksykańskiej poetki Kyry Galvan.


Duma narodowa i ogromny autorytet w Meksyku: siostra Juana inés de la Cruz, zakonnica profeska i klauzurowa z Klasztoru Świętej Pauli Zakonu Świętego Hieronima. Poetka, pisarka, malarka, kompozytorka. Jak na XVII wiek, kobieta niezwykle wykształcona. Studiowała bowiem gramatykę, retorykę, medycynę i anatomię.
Jej siostrzenica Isabel María de San José w swoich dziennikach spisywała losy ciotki, słuchając jej opowieści, siedząc nocami w klasztornej celi.
Na manuskrypty natrafia, jak się potem okaże, nie całkiem przypadkowo, Laura Ulloa, która w Generalnym Archiwum Indii Zachodnich w Sewilli przygotowuje materiały do pracy doktorskiej.

Prowadzona dwutorowo opowieść oprowadza nas po siedemnastowiecznym mieście Meksyku, odzierając go ze wszelkich złudzeń.

Jest tu bogactwo i bieda, szara rzeczywistość i bajkowy dobrobyt, miłość i nienawiść, zawiść i zazdrość.

Miłość robi uniki. Omija nas raz i drugi. Chowa się pod rozmaitymi maskami, a im więcej jej szukamy, tym więcej podbija swą wartość. Gdy jesteśmy młodzi, płacimy wielką cenę, albowiem wierzymy, że miłość uczyni nas szczęśliwymi. Ale w wieku dojrzałym, kiedy przeżyliśmy już wystarczająco dużo, by patrzeć na wszystko spokojniej i bez emocji, odkrywamy, że miłość jest tak inna, iż przeliczać ją trzeba na chwile, minuty i potrzeba łutu szczęścia, by można nią było wypełnić godziny, wszystko inne nie jest miłością.

Wciągnęła mnie ta opowieść niezwykle. Jest i romantyzm i erotyzm, ale i jest wątek kryminalny. To powieść i historyczna i współczesna, obyczajowa. Jest tu mnóstwo zagadek, niedopowiedzeń i tajemnic.

Ta książka jest niezwykła. Gorąco ją polecam.



wtorek, 22 sierpnia 2017

niedziela, 20 sierpnia 2017

Top fo the Top Festival Sopot 2017 - po dwóch dniach

Po dwóch latach powrócił Top of the Top Festival Sopot 2017.


Dzień pierwszy (piątek, 18 sierpnia) upłynął pod znakiem piosenek o miłości. I przyznam szczerze, że podobał mi się ten wieczór.

Prowadzący ten wieczór - Magda Mołek i Oliwier Janiak - w sposób nienarzucający prezentowali wykonawców. Piękni i z ogromną klasą.

Dziewiętnastu wykonawców wykonało po dwa utwory.

I tak, koncert rozpoczął Feel piosenką Jest już ciemno.
Natalia Schroeder nie zrobiła na publiczności specjalnie ogromnego wrażenia.
Kasia Stankiewicz... Słychać jej prawie nie było, a jeśli już, to widać, że się biedna męczyła, była jakby poza dźwiękiem. Za to było widać jej piękne nogi.
Oddział Zamknięty porwał publiczność Andzią.

Potem była pierwsza z trzech króciutkich, bo tylko piętnastominutowych przerw.

A po przerwie na scenie pojawił się Michał Szpak, który skradł cały show tego wieczoru. Perfekcyjnie, bezbłędnie wykonał swój wielki przebój  Color of Your Life.
Kasia Kowalska przypomniała Antidotum i To co dobre. Beznamiętnie i z bardzo smutną miną. Ale bezbłędnie.
Margaret... No, co ja zrobię, że lubię tę dziewczynę. Ma swój niepowtarzalny styl. I mimo, że jak na warunki festiwalowe, zbyt długo zajęła publiczność swoimi wynurzeniami, co pozostawiło niesmak, to jednak wypadła nie najgorzej pośród całej plejady gwiazd tego wieczoru.
Andrzej Krzywy z De Mono przypomniał dwa świetne przeboje Moje miasto i Kochać inaczej.

I znów przerwa.

A po reklamach pojawiło się największe rozczarowanie, które miało być "gwoździem programu": Edyta Górniak. Odśpiewała dwa covery: Wicked game i Without you.
I tu muszę wtrącić parę słów co do drugiego utworu. Słynną piosenkę o miłości utraconej śpiewało wykonawców wielu.
Without you jest utworem brytyjskiej grupy rockowej Badfinger, my znamy jednak ją przede wszystkim  z wykonania Harry'ego Nilsona.




Śpiewała ją również Mariah Carey.
Uwielbiam ten utwór, mam do niego ogromny sentyment.
To, co zrobiła z nim Edyta Górniak, to po prostu wstyd. Ponoć było to jej pierwsze, publiczne wykonanie. I mam nadzieję, że ostatnie.

Potem było już tylko lepiej.
Pectus rozmarzył Sopot swoim przebojem To, co chciałbym ci dać. A potem Barceloną przypomniał o czwartkowej tragedii.
Agnieszka Chylińska, jak za dawnych lat, baaardzo rockowa w wyglądzie i w brzmieniu zaśpiewała Królową łez i Winną.
Kancelarya przypomniał Zabiorę cię tam, Gabriel Fleszar - Kroplą deszczu zakończył drugą część koncertu.

Trzecia część brzmiała bardzo poprawnie, choć nie było specjalnych porywów serca.
Wystąpili Bracia, Farba, LemON, wiecznie młoda Izabela Trojanowska, Mariusz Totoszko, Kuba Molęda oraz Rafał Brzozowski - ta muzyka była przeznaczona dla młodszych semestrów, wyznania miłosne w tym wykonaniu, nie przekonały mnie (oprócz oczywiście Trojanowskiej i Brzozowskiego) :-)

Dzień drugi (sobota, 19 sierpnia):

Ten wieczór minął pod znakiem "dance... Morze przebojów".

Prowadzący Gabi Drzewiecka i Filip Chajzer byli, moim skromnym zdaniem, największym nieporozumieniem tego wieczoru. Tanie, nie na miejscu, dowcipy, sztuczne dialogi. Ale, co kto lubi...

Rey Ceballo i Mariusz Totoszko rozpoczęli wielkim przebojem tegorocznego lata Despacito. Ale brzmieli nijak. Nie porwali do tańca publiczności.
Kombi i Słodkiego, miłego życia rozhuśtali widownię.
Natalia Nykiel wystąpiła w kurtce pomocy drogowej (chyba). O jej głosie i wykonaniu wolę nie pisać.
A potem była cudna Ania Wyszkoni. Miło było popatrzeć i posłuchać.
Humor od razu zepsuła mi Alicja Ruchała w skrzydłach anioła. Brrrr....

Nastąpiła zbawienna przerwa i zaczęłam się zastanawiać, czy kontynuować oglądanie tego "przedstawienia". Bo co może mnie jeszcze miłego zaskoczyć?
Kayah? Banda i Wanda - swoją drogą, ciekawe jak się trzyma? Blue Cafe - najwyżej dłuższymi nogami?

Odczekałam piętnastominutowe reklamy i na ekranie pojawił się Mr. Zoob ze starym, z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przebojem Kawałek podłogi.
No, to jeszcze obejrzę trochę...

Blue Cafe. Trzy piosenki: Do nieba, Zapamiętaj i Buena. Przy czym pierwszą jednak wolę zdecydowanie w wykonaniu Tatiany Okupnik. Bo niestety, Dominika Gawęda ma piękne nogi, ale z głosem już nie jest tak pięknie.

To jeszcze kawałek...

Agustin Egurola próbuje nauczyć widownię tańca. Może przeżyję. :-)

Andrzej Piaseczny znów rozkołysał widownię balladą Chodź, przytul, przebacz.

Przekonałam się, że Wanda Kwietniewska z zespołu Banda i Wanda wygląda po prostu świetnie. Ząb czasu jej nie rusza. :-)

A potem było reggae. Mesajah i utwór Wolne.

Po kolejnej przerwie na scenie pojawiła się Kayah. Fajna kreacja i śpiew, w który widać, że piosenkarka wkłada dużo serca. Brawo!
I to niewątpliwie Kayah była gwiazdą tego wieczoru. :-)

Nastrój pogorszył mi się od razu, kiedy zobaczyłam Cleo. Nie ta klasa, nie ten głos, nie ten temperament.
I już zdecydowanie nie było tak pięknie. Po Cleo wystąpił Mandee z Marią Mathea.
Zasnęliście kiedyś na koncercie?
Nawet Egurola nie poprawił mi nastroju, kiedy znów próbował nauczyć widownię tańczyć.
Potem była znów smutna Kasia Kowalska. A miało być tanecznie, czy mi się tylko tak wydawało?

Nie, nie mogłam patrzeć więcej na grubego, krótkonogiego Egurolę.
Wyłączyłam tv.

Dzisiaj, w niedzielę wieczorem - trzecia, ostatnia część festiwalu - kabarety. Niestety, nie będzie transmisji w tv. A szkoda, bo zapowiada się dobra zabawa. Wystąpią Piotr Bałtroczyk, Kabaret Ani Mru-Mru, Kabaret Młodych Panów, Cezary Pazura, Kabaret Smile, Marcin Daniec, Rudi Schubert, Kabaret Łowcy B i Grzegorz Halama.



wtorek, 1 sierpnia 2017

wtorek, 18 lipca 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #97 "Osobliwość ciszy" Alicja Masłowska-Burnos

Osobliwość ciszy to trzecia, ostatnia część Trylogii Ciszy autorstwa Alicji Masłowskiej-Burnos.




O dwóch poprzednich częściach: Nie wchodź w moją ciszę (1) pisałam tutaj, Odprowadzam ciszę (2) pisałam tutaj

/.../ ona kolejna zatapia się w osobliwości ciszy, kaleczy ją osobliwość ciszy. /.../ Ilu nas jeszcze okaleczy osobliwość ciszy - zanim to piekło się skończy?
/str. 155/

Maja w dalszym ciągu musi zmierzyć się z demonami przeszłości. Jjest szczęśliwą żoną i matką, zadowoloną właścicielką Euforii. Jednak wciąż w głowie tkwią tragiczne zdarzenia sprzed lat, które jeszcze nie jeden raz przypomną o sobie.

Przeszłość nie jest krainą, którą tak łatwo opuścić.
/str. 24/

I ten cytat dokładnie oddaje myśl przewodnią trzeciej części Trylogii Ciszy. 

Osobliwość ciszy poprowadzona jest w dwóch przedziałach czasowych. Autorka wraca niejednokrotnie do przeszłości głównej bohaterki, do wydarzeń, które odcisnęły piętno na psychice Mai. 

Powieść, szczególnie ta trzecia część napisana jest z ogromnym rozmachem. Świadczy o rozwoju talentu Alicji Masłowskiej-Burnos. Ten psychologiczny thriller trzyma czytelnika w napięciu od pierwszych stron aż do samego końca, do Epilogu. 

Na uwagę zasługują  bardzo rozbudowane, przemyślane, żywe dialogi. Szczególnie te prowadzone między "businessmenami", twarde, męskie, niepozbawione wulgaryzmów, ale za to jakże prawdziwe.

Główna bohaterka znów dostarcza nam ogromnych emocji przez zwykłą sympatię, zainteresowanie, czasami współczucie, aż do złości i bezradnej litości. 

Akcja w dalszym ciągu toczy się szybkim tempem, nagłe zmiany sytuacji są nierzadko bardzo zaskakujące.

Polecam ten thriller szczególnie tym, którzy mają stalowe nerwy. 

Za książkę dziękuję Autorce.


poniedziałek, 17 lipca 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #96 "Prawdziwa miłość" Krystyna Mirek


Prawdziwa miłość autorstwa Krystyny Mirek to trzecia, ostatnia część Sagi Rodu Cantendorfów.




 

O poprzednich częściach pisałam: o Tajemnicy zamku (1) - tutaj, o Cenie sczęścia (2) - tutaj.

Mroczna tajemnica zamku Cantendorf została rozwiązana. Pozostaje jeszcze kwestia co stanie się z Aleksandrem, jak potoczą się losy złej Lady Adler, a przede wszystkim czy wiedźma uratuje Kate i jaka przyszłość czeka wszystkich bohaterów.

Proszę Państwa, Oto bajka. Bajka dla dorosłych. Tu nie wszystkie charaktery czarne zostają nimi do końca. Nie zawsze ci wspaniali, odważni i mężni trwają w sławie do kresu swoich dni. Tu wszystko się może zdarzyć i tak się wydarza. 

Trzecia część sagi w niczym nie odbiega od poprzednich dwóch. Mnóstwo zaskakujących sytuacji, dreszcz grozy towarzyszą nam do ostatnich kart powieści.

Wszystko okraszone porządną dawką sarkazmu, prześmiewczym humorem.

Jest w Prawdziwej miłości jednak nuta bajkowego uniesienia, swoista magia.

To były wartościowe napary. Z dobrych ziół, zbieranych ze znawstwem w najlepszych miejscach, gdzie rosły w naturalnym środowisku. Na pewno nie grzecznie w rządku w przydomowym ogródku. Takie nie miały swojej mocy. Za prawdziwymi ziołami trzeba się nachodzić, szukać na bagnach i w chaszczach, czasem nocą albo bladym świtem. Wiedzieć, w jaki sposób zbierać i przechowywać. Ich moc jst wielka, ale ulotna, łatwo ją stracić. Te jednak były doskonałe. Suszone zgodnie ze starymi zasadami sztuki i odpowiednio spreparowane według tajnych receptur.
/str. 94/

Ale można też odnaleźć ducha czasu z tamtejszymi tradycjami i obyczajami.

Dwie panny bez posagu, za to z bogatą biografią obfitującą w szaleńczą miłość, zerwane zaręczyny, długi ojca i różne niekonwencjonalne zachowania, jak choćby spotkania z mężczyzną sam na sam, to nie materiał na żonę dla szanowanego obywatela. Wbrew pozorom mężczyźni też muszą się liczyć z opinią publiczną czy głosem własnej rodziny. Tylko hrabia mógł do woli lekceważyć konwenanse.
/str. 163/

Prawdziwa miłość to romantyczna lecz bez kiczowatości kontynuacja opowieści przede wszystkim o kobietach, o ich różnych charakterach, ich postawach i przekonaniach. O walce, jaką toczą kobiety od wielu, wielu wieków: walce rozumu z sercem. 

Polecam tę bajkę dla dorosłych nie tylko na letnie wieczory.

Za możliwość przeczytania Sagi dziękuję Wydawnictwu Edpiresse Książki. 





sobota, 8 lipca 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #95 "Gotowe na zmiany" Krystyna Śmigielska

Dzisiaj opowiem Wam o książce, którą polecam nie tylko na wakacje:




Podnosząc się rano z łóżka, nie mamy pojęcia, jakie niespodzianki zgotuje nam rozpoczynający się właśnie dzień /.../
/Epilog/

Gotowe na zmiany Krystyny Śmigielskiej to właśnie taka powieść wręcz naszpikowana niespodziankami.

Dwóch zrozpaczonych i nieco przerażonych mężczyzn: uroczy mecenas Konstanty oraz zwariowany Stanisław wyruszają w podróż pełną przygód w poszukiwaniu swoich ukochanych. Bowiem Lucyna, żona Kostka i Kasia, ukochana Stana nagle zniknęły. Zostawiły jednak bardzo, z pozoru,  niejednoznaczne wskazówki...

Przezabawna, lekka i napisana z ogromnym poczuciem humoru historia, która mogłaby przydarzyć się każdemu.

Ze zdziwieniem musiał przyznać, że męskie towarzystwo, bardzo mu odpowiadało, zwłaszcza brak pytań w stylu "Jak minął dzień, kochanie?" oraz jakichkolwiek pretensji czy wyrzutów. Jedynym mankamentem tego dziwnego związku był celibat. No, cóż...
/str. 39/

Jednak ma ta historia drugie dno. Konstantemu, kochającemu, wiernemu i dbającemu o żonę adwokatowi nagle świat wali się na głowę. Zniknięcie żony, tajemniczy Stan Łaski, który nagle pojawia się w jego życiu, kupon loterii oraz ponętna i intrygująca pani Basia, poważnie zaburzyło spokój i do głębi wstrząsnęło zrównoważonym prawnikiem.

Barwne i zabawne opisy zarówno postaci jak i sytuacji i wydarzeń dopełniają świetność Gotowych na wszystko.  Autorka, Krystyna Śmigielska, wszak znana jest z tych pięknych, "okrągłych", dopracowanych zdań.

Fizjonomię miał Szukalski wprost wymarzoną do prawniczego zawodu. Już na pierwszy rzut oka można było spodziewać się po nim niewzruszonego spokoju, cierpliwości i nieustępliwego dążenia do wybranego celu. Takie połączenie ciapy z upierdliwym, niczym niedającym się przekonać twardzielem.
/str. 248/

Nie podoba mi się okładka powieści. I wcale nie dlatego, że nie lubię wizerunków twarzy na nich, ale te postaci jak i tło oraz napis rodem z Hollywoodu mają się nijak do treści Gotowych na wszystko.

Gorąco polecam tę opowieść nie tylko jako wakacyjną lekturę.


piątek, 30 czerwca 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #94 "Między niebem a Lou" Lorraine Fouchet


Między niebem a Lou autorstwa Lorraine Fouchet, swoją premierę we Francji miała 10 marca 2016 roku.




W Polsce ta powieść ukazała się 12 czerwca 2017 roku w tłumaczeniu Iwony Banach.






Lorraine Fouchet - urodzona w Neuilly-sur-Seine, pisać chciała już od dzieciństwa. Swoje życie dzieli między Rzym, Yvelines i pięknie opisaną w powieści wyspę Groix.

Między niebem a Lou jest pierwszą z osiemnastu powieści Autorki (wydanych w latach 1990 - 2017) przetłumaczoną na język polski. Jak już wspomniałam, tłumaczenia podjęła się Iwona Banach, która książkę opatrzyła bardzo przydatnymi przypisami.

Jo nie może pogodzić się ze śmiercią ukochanej żony Lou. Mała wyspa, na której małżonkowie spędzili całe swoje życie, przypomina mu na każdym kroku o tej bolesnej stracie. Emerytowany lekarz kardiolog podczas odczytywania testamentu dowiaduje się, że żona zostawiła mu niezwykle ważną misję do spełnienia.

Gdy na wybrzeżu zapada noc, ktoś tam na skrzypcach jeszcze gra, ale w Beudeff jest akordeon, to nie po piwie płynie ta łza. Bo akordeon starego Jo morską melodię starą gra, a w twoich oczach rozbryzgi fal, gdy na deszcz zbiera się aura zła.
/str. 285/

Między niebem a Lou to swego rodzaju pamiętnik, dziennik wszystkich członków rodziny Jo, ale także przyjaciół i znajomych, pisany dla Lou.
To powieść o śmierci, o bezpowrotnej stracie ukochanej osoby, ale bez tej okropnej, rozlazłej tkliwości. To nie jest ckliwa powieść. Jest w niej nostalgia, jest tęsknota. To pięknie napisana opowieść prawdziwie uczuciowa.

Taka właśnie jest wyspa Groix. Nie ma sentymentalizmu, są uczucia, nie ma tanich gadek, jest działanie, nie ma samotności, jest solidarność. Ludzi się rodzą, umierają, a między tymi dwoma momentami żeglują, kochają, łowią ryby, boją się, między niebem a morzem.
/str. 71/

Polecam tę książkę wszystkim tym, którzy oczekują od lektury porządnej dawki emocji: smutku, który doprowadza do prawdziwych łez, niekontrolowanych wybuchów śmiechu i radości, zdziwienia, czasem złości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina.






poniedziałek, 12 czerwca 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #93 „Ostatnia arystokratka” Evžen Boček

Ostatnia arystokratka to pierwsza z trzech części cyklu Arystokratka autorstwa Evžena Bočka.




Evžen Boček - urodzony w 1966 roku w Kyjov, czeski pisarz, absolwent Uniwersytetu Masaryka w Brnie, kasztelan zamku w Miloticach na Morawach, początkowo pisał pod pseudonimem Jan Bittner (powieść Deník kastelána). 

Ostatnia arystokratka ukazała się w styczniu 2015 roku, kolejna część Arystokratka w ukropie została wydana styczniu 2016 roku, obie w tłumaczeniu Mirosława Śmigielskiego. Trzecia część cyklu zatytułowana Aristokratka na koni ukazała się w 2016 roku, dotychczas nie została przetłumaczona na język polski. 

Maria, dziewiętnastoletnia tytułowa bohaterka, przenosi się wraz z rodzicami z USA, gdzie dotychczas mieszkali, do odzyskanego w spadku majątku Kostka w Czechach. Na miejscu, po pełnej perypetii podróży zastają zamek wraz ze „służbą”: kasztelanem, kucharką i ogrodnikiem.

Wprawdzie powieść porusza ważny problem odzyskiwania majątków dawnych właścicieli ziemskich, nie można jej traktować poważnie. Ostatnia arystokratka aż tryska tym specyficznym, czeskim humorem. Autor ukazuje nam galerię postaci, mocno przerysowanych, jak na karykaturę przystało, ze swoimi przywarami. 

Najwyraźniej nie jestem prawdziwą arystokratką. Nie żebym kłamała (przynajmniej nie świadomie), /.../ nikomu nie zawracam głowy, choć powody by się znalazły - na przykład Jaruś śmierdzi jak prosię - ale niedziwiącego się genu w moim DNA albo brakuje, albo jest znacznie osłabiony. Zresztą błękitną krew mam przecież rozrzedzoną przez plebejskie pochodzenie matki.
/str.222/  

Wspaniała rozrywka złożona z ogromnej ilości gagów. Wydarzenia przedstawione w tej powieści są tak nieprawdopodobne, że aż możliwe.  

Ostatnia arystokratka otrzymała nagrodę Milosłava Švandrlíka za „najzabawniejszą książkę roku”. Była również nominowana w „Plebiscycie Książka Roku 2015” na portalu lubimyczytać.pl. 

Z przyjemnością sięgnę po kolejne dwa tomy z cyklu Arystokratka.


Polecam tę powieść szczególnie jako antidotum na smutki i problemy dnia codziennego.


A za udostępnienie książki dziękuję Wydawnictwu Stara Szkoła.
 


wtorek, 6 czerwca 2017

czwartek, 1 czerwca 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #92 „Śniadanie na skale” Iwona Walczak


Śniadanie na skale autorstwa Iwony Walczak, swoją premierę miało 16 maja 2017 roku.





Znam doskonale twórczość Iwony Walczak. I jeśli musiałam tak długo czekać na kolejną Jej powieść - niemal dwa lata, ostatnia „Dom złudzeń. Zosia” została wydana w lipcu 2015 roku - to wiedziałam, że będzie to coś zupełnie innego od tych, które ukazały się do tej pory. I rzeczywiście, nie myliłam się.

Siedem osób, nie związanych ze sobą ani rodzinnie ani zawodowo. Z różnych zakątków, każda ze swoją historią, balastem przeżyć i z własną historią, nierzadko bolesną. W jednym czasie szukają miejsca odosobnienia, w którym, stojąc na zakręcie swojego życia, chcą odnaleźć swój spokój, najprostszą drogę do szczęścia. 

Siedem wspaniale narysowanych, ale nie przerysowanych, ludzkich charakterów. Z ich ułomnościami, wątpliwościami jak również z ich zrozumieniem drugiego człowieka.

Śniadanie na skale to powieść psychologiczna, w której każdy czytelnik znajdzie dla siebie mądrość życiową. 

Jeżeli chcesz prawdy w życiu, naucz się odróżniać to, na co masz wpływ, od tego, co jest poza twoim zasięgiem.
/str. 313/

Autorka w tej wielowątkowej powieści oprowadza nas po Kotlinie Kłodzkiej i jej malowniczych okolicach. Nie ma tu sensacji, jakiej można by się spodziewać choćby po samym tytule. Bo owe śniadanie na skale ma zupełnie inny zamysł.

Iwona Walczak po raz kolejny zachwyca prostotą słowa, świetnymi dialogami, żywo prowadzoną akcją, dostarczając dużą dawkę emocji od złości na bohaterów poprzez czułość do zwykłej sympatii. 

Trudno było mi się rozstać z bohaterami powieści, którą gorąco polecam. 

A za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika.




poniedziałek, 29 maja 2017

Młody Tancerz Roku 2017 - Finał krajowy

Wczoraj TVP Kultura emitowała na żywo finał krajowy Młodego Tancerza Roku 2017. 

Pokrótce o konkursie:

Młody Tancerz Roku w Polsce jest konkursem organizowanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytut Muzyki i Tańca oraz TVP. Na celu ma wyłonienie najlepszego tancerza w wieku 16-20 lat, który będzie reprezentować nasz kraj w międzynarodowym finale Konkursie Eurowizji dla Młodych Tancerzy.

W tym roku zwycięzca będzie reprezentować Polskę pod koniec tego roku w Czechach.

W polskim finale udział wzięło ośmioro tancerzy:

Szymon Hawryszko
Weronika Sieczkarek
Barłomiej Malarz
Patryk Kaczmarek
Alicja Kaczor
Paulina Bidzińska
Hanna Szychowicz
Pola Gonciarz.

Każdy z uczestników wykonał krótki, półtora-minutowy  solowy układ choreograficzny do muzyki dowolnie wybranej. 
Poza tym tancerze zaprezentowali się również w choreografiach grupowych.

Moimi faworytami była dwójka tancerzy:

Hanna Szychowicz - 17-letnia uczennica Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Feliksa Parnella w Łodzi.

Niestety, YouTube nie udostępnia jeszcze fragmentów występów solowych kandydatów.

Drugim moim faworytem był Szymon Hawryszko - 19-letni uczeń Caro Dance Company.

Tancerzy oceniało jury - profesjonalni tancerze i choreografowie. 

Wszyscy tancerze reprezentowali bardzo wysoki, wyrównany poziom.

W finałowym pojedynku zmierzyły się Hanna Szychowicz i Paulina Bidzińska.

Młodym Tancerzem Roku 2017, który pojedzie do Czech na finał Konkursu Eurowizji została 19-letnia Paulina Bidzińska z Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu.




Tu warto przypomnieć, że nasi tancerze dwukrotnie już wygrywali Eurowizję dla Młodych Tancerzy. W 2001 roku Marcin i Dawid Kupińscy oraz Viktoria Nowak w 2015 roku.



Nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na finał Konkursu Eurowizji 2017 i trzymać mocno kciuki za Paulinę :-)

środa, 17 maja 2017

Czytaj, czytaj, czytaj: #91 "Cena szczęścia" Krystyna Mirek


Cena szczęścia jest drugą z trzech części cyklu Saga rodu Cantendorf.



Jedyny męski potomek rodu Cantendorf jest zaręczony z piękną, młodą, niepokorną i niesforną Kate. Dzieli ich bardzo wiele ale łączy fascynacja ze strony Aleksandra i pierwsza miłość ze strony narzeczonej. Wielu osobom ten mariaż nie podoba się. Kolejne intrygi, podstępne działania i knowania powodują lawinę wypadków, nad którymi już nie można zapanować.

Wychowanie, ogłada, zwyczaje i obyczaje, reguły, od których nie ma odstępstwa nie pomagają w rozwikłaniu problemów.

/.../ zamilkła. Było jej przykro. może to i nic wielkiego, dobry nastrój czy wesoła rozmowa. Ale wychowała się w domu, w którym nigdy tego ni zaznała. Między rodzicami panowało wieczne napięcie, wyczuwalne nawet gdy ze sobą nie rozmawiali. Tęskniła za taką swobodą, jaką prezentowało rodzeństwo Carterów. Żartowali, przekomarzali się i nikt się nie obrażał, nie szukał w zwykłych słowach drugiego dna, nie zastanawiał, czy są stosowne.
/str. 283/

Autorka w drugiej części sagi uchyla rąbka tajemnicy rodu Cantendorf. Jednak na całkowite rozwiązanie trzeba będzie poczekać.

Akcja powieści toczy się równym, szybkim tempem. Nie ma tu zbędnych opisów, niepotrzebnych dialogów "o niczym". A jeśli opisy są, to są one "unowocześnione", co nie przeszkadza w odbiorze.

Czuła, że zostało jej niewiele czasu. Szok, który zadziałał jak silny środek przeciwbólowy, powoli słabł, a umysł, niestety, budził się do przytomności i zaczynał przetwarzać dane oraz wyciągać wnioski.
/str. 309/

Jest w powieści nuta romantyzmu, ale nie kiczu.

Szczęście w ich małżeństwie miało gen wędrowca. Długo chodziło poplątanymi ścieżkami, zanim dotarło do celu. Dobrze, że zdążyło. Tylko czy uda się donieść na miejsce? Czy kiedy przekroczą próg domu, nie wrócą dawne problemy?
/str. 321/

Saga rodu Cantendorf to opowieść przede wszystkim o kobietach. Autorka przedstawia ich różny status społeczny, różny wiek, różne charaktery. Ale w każdej z nich tkwi  ogromna siła i wola walki o szczęście dla siebie i dla najbliższych.

Z niecierpliwością czekam na trzecią część sagi zatytułowaną Prawdziwa miłość.

Polecam tę niezwykle ciekawą i wciągającą opowieść.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Edipresse Książki.



piątek, 12 maja 2017

Eurowizja 2017 - przed finałem

Inaczej niż w latach poprzednich, tym razem przedstawię Wam uczestników pierwszego i drugiego półfinału. Mianowicie przedstawię Wam tylko tych, którzy zwrócili moją uwagę :-)


62. Konkurs Piosenki Eurowizji miał miejsce 9. i 11. maja w Kijowie.

Przede wszystkim: prowadzący. Profesjonalni, uroczy, przystojni:
Oleksandr Skiczko, Wołodymyr Odstapczuk oraz Timur Mirosnyczenko. Miło było popatrzeć i posłuchać :-)

Konkurs rozpoczął Szwed, Robin Bengtsson piosenką I Can't Go On, potem była reprezentnatka Gruzji Tamara Gaczecziladze z utworem Keep the Fight i było tak sobie.

Dalej Australia, Albania i kiedy na scenę miała wyjść 17-letnia reprezentantka Belgii, miałam ochotę po prostu wyłączyć TV. Nudy, nudy, nudy!

Ubrana na czarno Belgijka Blanche odśpiewała City Lights. Bez ruchu. Ale za to jak! Pięknym, głębokim głosem... Zresztą, sami popatrzcie i posłuchajcie:




Potem wystąpił reprezentant Czarnogóry (Czarnogórczyk czy Czarnogórzanin?) Slavko Kalezic. Utwór Space został odfałszowany z wygibasami typu body-languange. Obrzydlistwo.

Po nim wystąpiła Norma John z Finlandii, Dihaj z Azerbejdżanu i znów zrobiło mi się nudno i nijako. Po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać nad przełączeniem kanału tv.

I nagle - objawienie! Salador Soblar z Portugalii. Czarodziej z piosenką Amar pelos dois:




Tak, tak, tak! To jest mój FAWORYT.

Potem byli reprezentanci Grecji, jako jedenasta wystąpiła nasza Kasia Moś z utworem Flashlight:




Następnie Mołdawia przedstawiła wschodnie hop-siupy, potem była Islandia, całkiem melodyjne Czechy, Cypr, Armenia, Słowenia i w końcu Łotwa. Do końca nikt nie zwrócił mojej szczególnej uwagi.


Drugi półfinał:

Rozpoczęła Serbia. Tijana Bogicevic wykonała utwór zatytułowany In Too Deep, który mnie nie porwał.

Następny był Austriak. Z doświadczenia - nie spodziewałam się niczego rewelacyjnego. I tu spotkało mnie miłe rozczarowanie :-) Nathan Trent świetnym głosem (takim pełnym, głębokim, mocnym), stojąc na księżycu :-) zaśpiewał Running on Air. Posłuchajcie:




Potem reprezentantka Malty wykonała balladę rodem z Pocahontas, następnie był rap jodujący z Rumunii! Przedstawiam Wam jako ciekawostkę: Ilinca i Alex Forea w utworze Yodel it!:




Na uwagę zasługują siostry z Holandii. O'G3NE, tak się nazywa ich zespół, a zaśpiewały Lights and Shadows. I to nie sama piosenka jest warta uwagi, a pięknie zgrane głosy trzech pań:





Potem był cygański rap w wykonaniu węgierskim, który również zasługuje na uwagę - Joci Papai w piosence Origo:




Następnie była reprezentantka Danii, a po niej młodziutki chłopaczek z Irlandii, Brendand Murray, który stojąc w balonie zaśpiewał piękną "pościelówę" zatytułowaną Dying To Try. Musicie to zobaczyć tym bardziej, że nie zaśpiewa w finale:




Po Irlandczyku wystąpiła ruda z murzynem z San Marino, po czym - rewelacja! Chorwat o dwóch głosach! Jacques Houdek wykonał utwór My Friend:




Potem byli muzycy w kapturach z Norwegii, reprezentanci Szwajcarii, Białorusi, chłopak w deszczu z Bułgarii, Litwini i duet z Estonii, których chciałabym Wam przedstawić ale nie ze względu na to, żeby mi się niezwykle podobali, ale ze względu na to, że wykonali utwór typowo eurowizyjny. A co ciekawe - do finału nie przeszli. Koit Toome i Laura i Verona:




Drugi półfinał zakończył występ izraelskiego wojskowego "ciacha".

Na podsumowania jeszcze jest za wcześnie. Czekam na sobotni finał, w którym wystąpią oprócz dwudziestki, zakwalifikowanej do sobotniego wieczoru, Wielka Piątka (Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania i Włochy) oraz reprezentant Białorusi.