wtorek, 5 kwietnia 2016

Czytaj, czytaj, czytaj: #53 "Kobiety z domu Soni" Sabina Czupryńska



Sabina Czupryńska jest autorką scenografii i kostiumów zarówno w filmie jak i w teatrze, jest projektantką odzieży, torebek, biżuterii. Jest również autorką tekstów piosenek, tomu opowiadań, kilku powieści. Lubi szybką jazdę rowerem nad brzegiem morza, wolną jazdę obwodnicą trójmiejską. Uwielbia szampana.

Kobiety z domu Soni to pierwsza moja „przygoda” z powieściami Autorki.





Pięć pokoleń kobiet. Chcą być piękne i kochane, muszą zawalczyć o siebie i swoje szczęście.
Historia rozpoczyna się w małym miasteczku, a kończy w wielkim mieście. Jest jak rodzinny album z pożółkłymi zdjęciami, na których wrażliwy fotograf uwiecznił pięć wyjątkowych kobit: prababcię Antonię, kek córkę Julię, wnuczki Basię i Jagodę oraz prawnuczkę Sonię. Wszystkie, połączone więzami krwi niczym łańcuchem splecionych rąk, przekazują sobie to, co w nich najpiękniejsze, ale i to, co głęboko skrywane.

Piękna, rodzinna opowieść o kobietach i dla kobiet. Cztery pokolenia. Różne charaktery, różne priorytety, różne oczekiwania od życia, od siebie, od innych. Ale są wspólne więzy krwi. I są marzenia, które nie zawsze się spełniają.

Jest w tej powieści nostalgia i stara prawda...

/.../ Nie, kochanie, nie. Ja już się najadłam, napiłam, nażyłam, namyślałam... Ja już niczego nie wiem na pewno. Może jedynie to, że chciałabym umrzeć, wiedzą, że jesteście szczęśliwi. /.../ że się szanujecie. Że siedzicie razem przy stole i że okazujecie sobie szacunek przy posiłku. Bo taka wieczerza jest jak życie, kochanie. Nie jst ważne, że stół suto zastawiony, ale to, że ci, którzy przy nim siedzą, patrzą na siebie, mówią do siebie, słuchają się nawzajem. Nieśpiesznie i z uwagą. Jeśli będziesz miała t wszystkie pyszności, o których marzysz, a nie będziesz miała z kim ich zjeść, nie będą ci wcale smakować. Pamiętam o tym /.../.

I jest jakaś poezja...

/.../ Rozmawiali. Rozmawiali. To jedno robili wspólnie najmocniej. Bo oprócz tego mieszkali razem, razem jedli i robili zakupy, kąpali się w tej samej wannie. /.../ ...ich buty mieszkały razem na tej samej półce i w nocy, w tajemnicy przed właścicielami, opowiadały sobie o podróżach, które odbyły tego dnia. Na starym, przedwojennym, odrapanym z zielonej farby i pogiętym spazmatycznie wieszaku tuliły się do siebie Jego tweedowy płaszcz i jej mięciutkie, rude futerko. Obejmowały się pogiętymi w łokciach rękawami, przyciskały do siebie pachnące ich perfumami kołnierze i bezwstydnie wypchane w miejscach, na których się siedzi, nakrywały się wzajemnie, niepomne na sprzeciw rzeczywistości /.../.

Czterysta siedemdziesiąt dwie strony świetnej lektury. Polecam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentuj, ale nie obrażaj :-)