piątek, 12 maja 2017

Eurowizja 2017 - przed finałem

Inaczej niż w latach poprzednich, tym razem przedstawię Wam uczestników pierwszego i drugiego półfinału. Mianowicie przedstawię Wam tylko tych, którzy zwrócili moją uwagę :-)


62. Konkurs Piosenki Eurowizji miał miejsce 9. i 11. maja w Kijowie.

Przede wszystkim: prowadzący. Profesjonalni, uroczy, przystojni:
Oleksandr Skiczko, Wołodymyr Odstapczuk oraz Timur Mirosnyczenko. Miło było popatrzeć i posłuchać :-)

Konkurs rozpoczął Szwed, Robin Bengtsson piosenką I Can't Go On, potem była reprezentnatka Gruzji Tamara Gaczecziladze z utworem Keep the Fight i było tak sobie.

Dalej Australia, Albania i kiedy na scenę miała wyjść 17-letnia reprezentantka Belgii, miałam ochotę po prostu wyłączyć TV. Nudy, nudy, nudy!

Ubrana na czarno Belgijka Blanche odśpiewała City Lights. Bez ruchu. Ale za to jak! Pięknym, głębokim głosem... Zresztą, sami popatrzcie i posłuchajcie:




Potem wystąpił reprezentant Czarnogóry (Czarnogórczyk czy Czarnogórzanin?) Slavko Kalezic. Utwór Space został odfałszowany z wygibasami typu body-languange. Obrzydlistwo.

Po nim wystąpiła Norma John z Finlandii, Dihaj z Azerbejdżanu i znów zrobiło mi się nudno i nijako. Po raz kolejny zaczęłam się zastanawiać nad przełączeniem kanału tv.

I nagle - objawienie! Salador Soblar z Portugalii. Czarodziej z piosenką Amar pelos dois:




Tak, tak, tak! To jest mój FAWORYT.

Potem byli reprezentanci Grecji, jako jedenasta wystąpiła nasza Kasia Moś z utworem Flashlight:




Następnie Mołdawia przedstawiła wschodnie hop-siupy, potem była Islandia, całkiem melodyjne Czechy, Cypr, Armenia, Słowenia i w końcu Łotwa. Do końca nikt nie zwrócił mojej szczególnej uwagi.


Drugi półfinał:

Rozpoczęła Serbia. Tijana Bogicevic wykonała utwór zatytułowany In Too Deep, który mnie nie porwał.

Następny był Austriak. Z doświadczenia - nie spodziewałam się niczego rewelacyjnego. I tu spotkało mnie miłe rozczarowanie :-) Nathan Trent świetnym głosem (takim pełnym, głębokim, mocnym), stojąc na księżycu :-) zaśpiewał Running on Air. Posłuchajcie:




Potem reprezentantka Malty wykonała balladę rodem z Pocahontas, następnie był rap jodujący z Rumunii! Przedstawiam Wam jako ciekawostkę: Ilinca i Alex Forea w utworze Yodel it!:




Na uwagę zasługują siostry z Holandii. O'G3NE, tak się nazywa ich zespół, a zaśpiewały Lights and Shadows. I to nie sama piosenka jest warta uwagi, a pięknie zgrane głosy trzech pań:





Potem był cygański rap w wykonaniu węgierskim, który również zasługuje na uwagę - Joci Papai w piosence Origo:




Następnie była reprezentantka Danii, a po niej młodziutki chłopaczek z Irlandii, Brendand Murray, który stojąc w balonie zaśpiewał piękną "pościelówę" zatytułowaną Dying To Try. Musicie to zobaczyć tym bardziej, że nie zaśpiewa w finale:




Po Irlandczyku wystąpiła ruda z murzynem z San Marino, po czym - rewelacja! Chorwat o dwóch głosach! Jacques Houdek wykonał utwór My Friend:




Potem byli muzycy w kapturach z Norwegii, reprezentanci Szwajcarii, Białorusi, chłopak w deszczu z Bułgarii, Litwini i duet z Estonii, których chciałabym Wam przedstawić ale nie ze względu na to, żeby mi się niezwykle podobali, ale ze względu na to, że wykonali utwór typowo eurowizyjny. A co ciekawe - do finału nie przeszli. Koit Toome i Laura i Verona:




Drugi półfinał zakończył występ izraelskiego wojskowego "ciacha".

Na podsumowania jeszcze jest za wcześnie. Czekam na sobotni finał, w którym wystąpią oprócz dwudziestki, zakwalifikowanej do sobotniego wieczoru, Wielka Piątka (Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania i Włochy) oraz reprezentant Białorusi.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentuj, ale nie obrażaj :-)