Najpierw książka, potem film... . I taką kolejność tu zachowam. Na razie właśnie skończyłam czytać tomiszcze Jordana Belfort'a Wilk z Wall Street.
Jordan Belfort, były amerykański makler giełdowy. Oskarżony o oszustwa finansowe - manipulacje na giełdzie papierów wartościowych.
W latach dziewięćdziesiątych Belfort założył firmę maklerską pod nazwą Stratton Oakmont. Oszukiwanie inwestorów - tak można by nazwać działalność tej firmy w dwóch słowach. Swoje niezwykle bujne życie opisał w dwóch książkach-pamiętnikach: Wilk z Wall Street i Polowanie na Wilka z Wall Street. Narkotyki... całe tony narkotyków... luksus, przepych... jacht... śmigłowiec... bogactwo, bogactwo, bogactwo..., prostytutki... i... żona, dzieci... . Życie pod wpływem rzeczonych środków, branych pod pretekstem nieustającego bólu fizycznego i... dramaty ludzkie. Tak, jest prostacka, grubiańska i wulgarna... i czyta się ją jednym tchem. Dostarcza rozrywki jak literatura brukowa i jest namacalnie prawdziwa niczym akt oskarżenia - tak o książce napisał "Kirkus Reviews". I ja się zgadzam. Książka wzbudzała we mnie skrajne emocje. Podziw, pogardę, śmiech, czasem łzy... . Doskonałe, lekkie pióro i duża doza humoru sprawiła, że nawet opisy skomplikowanych manipulacji i machinacji giełdowych czytałam... z zainteresowaniem... . Chociaż, przyznam się szczerze, nie wszystko rozumiałam... . Książka oczywiście doczekała się ekranizacji w 2013. Film wyreżyserował Martin Scorsese, a w rolę Belforta wcielił się Leonardo DiCaprio. Jestem gotowa na zmierzenie się z wersją filmową.
Lata siedemdziesiąte to moje czasy licealne. Czas, w którym już dobrze wiedziałam jaki rodzaj muzyki podoba mi się, jakiej muzyki będę słuchać i... grać. Pomijam tu muzykę klasyczną. Ta jest ponadczasowa. Muzyką klasyczną zafascynowana byłam od dzieciństwa. Wróćmy do mojej muzyki lat siedemdziesiątych... Na świecie to był czas na rozwój disco, hard rocka i rocka progresywnego. Zacznę jednak od naszych rodzimych wykonawców... Wprawdzie Jego debiut miał miejsce w 1967 roku, ale pierwszy album ukazał się w 1970 roku... Marek Grechuta, bo od Niego zaczynam wędrówkę po latach siedemdziesiątych, bardzo ważną rolę odegrał w mojej muzyce... . Był niedoścignionym wykonawcą poezji śpiewanej, był piosenkarzem, poetą, kompozytorem... W 1971 roku za tę piosenkę zdobył pierwsze miejsce na Festiwalu w Opolu...
Jedna z moich ulubionych...
A za tę piosenkę Marek Grechuta otrzymał Grand Prix Festiwalu... oczywiście w Opolu - to był rok 1977...
I jeszcze jedna... moja ulubiona... moim zdaniem majstersztyk poezji śpiewanej... W malinowym chruśniaku...
Anna Jantar w latach siedemdziesiątych była "TĄ" piosenkarką... Ja nie kochałam bezgranicznie wszystkich Jej piosenek, ale było kilka, które ciągle nuciłam... Tyle słońca w całym mieście... (1974 rok)...
Staruszek świat... (1975 rok)...
Baju-baj proszę pana... (1978 rok)...
I jeszcze... Nie wierz mi, nie ufaj mi... (również 1978 rok)...
W latach siedemdziesiątych chyba byłam jeszcze zbyt młoda i niedoświadczona, aby docenić talent Alicji Majewskiej... Jednak piosenka Być kobietą... utkwiła mi w pamięci...
Dzisiaj kolejny lipcowy czwartek i ostatni już przewidywany przez TVP Kultura spektakl Teatru Telewizji z serii Lato z "Kobrą". Szafir jak diament - w reżyserii Marii Kaniewskiej miał kończyć wakacyjne wspomnienia z tamtych lat... .
A tu... niespodzianka... TVP Kultura obiecuje nam jeszcze sierpień z Kobrą... . Pięć przedstawień :-) 1 sierpnia - Fatalna kobieta - spektakl z 1972 roku w reżyserii Anny Minkiewicz, 8 sierpnia - Kto zabił świętego Mikołaja? - spektakl również z 1972 roku również w reżyserii Anny Minkiewicz, 15 sierpnia - Osaczony - spektakl z 1976 roku w reżyserii Witolda Orzechowskiego, 22 sierpnia - Morderstwo odkrywa prawdę - spektakl z 1976 roku w reżyserii Barbary Sałackiej, 29 sierpnia - Upiór w kuchni - spektakl z 1976 roku w reżyserii Janusza Majewskiego. Wszystkie spektakle emitowane będą oczywiście w czwartki o godzinie 21.05.
Partnerem merytorycznym są Targi Książki, a organizatorem wykonawczym - Murator EXPO. W tym roku na bulwarze gdyńskim znajdzie się około czterdziestu oficyn wydawniczych (m.in. REBIS, HELION SA, Media Rodzina, SONIA DRAGA, CZARNA OWCA, NASZA KSIĘGARNIA i inne). I jak co roku będzie można kupić książki oraz uzyskać autografy autorów... . A swoje podpisy rozdawać będą Piotr Adamczewski, Maciej A. Brzozowski, Barbara Bursztynowicz, Roman Czejarek, Ilona Felicjańska, Agnieszka Gil, Barbara Kosmowska, Marcin Kydryński, Marek Przybylik i Stefan Szczepłek. W ubiegłym roku Plener Czytelniczy organizowany był na Skwerze Kościuszki. Miejsca, w których ciekawi i znani ludzie kultury opowiadali o swojej twórczości były, moim zdaniem, źle ustawione - na trasie głównej, między stoiskami wydawnictw, co niewątpliwie utrudniało kontakt słuchaczy z osobą, z którą akurat był przeprowadzany wywiad. W tym roku organizatorzy zmienili miejsce na, miejmy nadzieję, że lepsze. Bulwar na pewno nadaje się do organizowania tego typu imprez. Byłam w ubiegłym roku, nie żałowałam. I w tym roku zapewne się wybiorę. Tak więc... spotkajmy się... :-)
O tym, że z lubością czytam Isaac'a Bashevis'a Singer'a pisałam już na blogu tu. Nadeszła pora na następną powieść tego wybitnego pisarza.
Certyfikat to opowieść o młodym, niedoświadczonym dziewiętnastoletnim żydowskim chłopcu, który marzy o tym, by być pisarzem. Przyjeżdża do Warszawy. I tu... ma szybką lekcję dojrzewania. Kłopoty natury bytowej sprawiają, że David musi podejmować ważne decyzje. I jak to u Singera bywa, jest nuta nostalgii za dawnymi czasami, za... tradycją. Pięknie budowane zdania, nie za długie, wspaniałe, przejrzyste opisy. Przemyślenia głównego bohatera pokazują, jak stopniowo David z naiwnego chłopca staje się mężczyzną. A wszystko to dopełnione jest oczywiście odpowiednią dawką humoru. Polecam tę książkę.
Wspominając lata sześćdziesiąte nie mogę nie wspomnieć o duecie, który powstał w 1957 roku, trwał tylko... trzynaście lat, ale w tym czasie powstały niezapomniane ich utwory. Mam tu na myśli zespół Simon and Garfunkel. Wprawdzie tę piosenkę słuchałam już w latach siedemdziesiątych, ale powstała w roku 1966... Sounds of silence...
A w roku 1970 powstał ten utwór... Bridge over troubled water...
W latach sześćdziesiątych powstały wielkie, rockowe zespoły Pink Floyd i Led Zeppelin. Swoją karierę zaczynała również Janis Joplin... Try...
charakterystyczna chrypka... . W początkach kariery Janis Joplin śpiewała rytmy afroamerykańskiego blues'a. To jeszcze mniej znany utwór Mercedes Benz śpiewany... a cappella...
Kończąc moje wspomnienia lat sześćdziesiątych muszę wspomnieć o moim ukochanym tenorze... Bo właśnie w latach sześćdziesiątych rozpoczynał swoją karierę Luciano Pavarotti. Zadebiutował w 1961 roku jako Rudolf w Cyganerii Pucciniego
A w następnym odcinku "Co było grane?" rozpoczynam wędrówkę po moim świecie muzyki lat siedemdziesiątych... . Zapraszam. :-) c.d.n...
Najczęściej staram się najpierw przeczytać książkę, a potem dopiero jej adaptację filmową, tym razem... jest inaczej. Wczoraj obejrzałam film w reżyserii Brian'a Percival'a "Złodziejka książek".
Marlena de Blasi, jest Amerykanką, która od kilkunastu lat mieszka we Włoszech. Dziennikarka i krytyk kulinarny. Swoje wspomnienia spisała w trzech książkach tzw. serii tysiąca dni. Tysiąc dni w Wenecji, Tysiąc dni w Toskanii, Tysiąc dni w Orvieto. Jestem po lekturze dwóch książek. I od razu powiem: nie wiem, jak przebrnę przez trzecią... . Będąc w Wenecji Marlena poznaje Fernando. Bankiera. Wenecjanina. Zakochują się w sobie... od pierwszego spojrzenia... . Marlena wywraca swoje życie do góry nogami. Przenosi się do Włoch, bierze ślub z ukochanym. Zamieszkują oczywiście razem w mieszkanku pana młodego. I zaczyna się... niekończąca opowieść... o meblowaniu, układaniu, przekładaniu, segregowaniu i... gotowaniu. Podstawą wszystkich potraw są: oliwa z oliwek - koniecznie virgin oil i sól morska. Język, moim zdaniem, jest... beznamiętny... . W Tysiącu dni w Toskanii, dokąd małżeństwo przeprowadziło się wynajmując dom, poznają ciekawych ludzi. Ale... jakże nieciekawie o nich pisze de Blasi... . Nie potrafiła mnie zainteresować swoimi kulinarnymi rewelacjami, pieczeniem chleba, robieniem sałatek ze świeżo zebranych traw i ziół na łące... . Nawet... śmierć bliskiej osoby... nie zrobiła na mnie wrażenia... . Nuda, nuda, nuda... . Tak jak wspomniałam, przede mną jeszcze Tysiąc dni w Orvieto. I naprawdę zastanawiam się, czy nie odłożyć tej wątpliwej przyjemności na czas... bliżej nieokreślony... .
Z pośród wielu magazynów wydawanych przez Colorful Media, o których możecie przeczytać na moim drugim blogu Koko Country tutaj: klik, Wydawnictwo proponuje naukę języka angielskiego dla tych, którzy interesują się filmem. I standardowo, obok każdego artykułu jest bardzo pomocny słowniczek. Słówka znajdujące się w owym słowniczku są w tekście podkreślone.
Z twórczością Edyty Świętek spotkałam się czytając Zakręcone życie Madzi Kociołek. Sięgając po Cienie przeszłości zdawałam sobie sprawę z tego, że ta powieść będzie zupełnie inna... . Główna bohaterka, piękna, młoda, inteligentna, utalentowana Karina na skutek pewnych zdarzeń traci pamięć. Nie wie kim jest, kim była... . Jak krótkie migawki filmu, pojawiają się przed oczami obrazy, z których dziewczyna, z pomocą mężczyzny podającego się za jej narzeczonego, będzie próbowała złożyć układankę przeszłości. Owe błyskawiczne myśli zapisane gdzieś głęboko w pamięci są tymi cieniami przeszłości... . Świetnie napisana powieść kryminalna. Autorka od pierwszych stron buduje rosnące napięcie tak, że... nie sposób jest się od tej lektury oderwać. Niepewność i oczekiwanie co wydarzy się dalej towarzyszyły mi przez cały czas. A czyż nie tego oczekujemy czytając taką lekturę? Wspaniale prowadzone dialogi, realistyczne, z czego Autorka jest znana, również tu ucieszą czytelników. Przysłowiową wisienką na torcie tej powieści są wplecione... wiersze Tuwima... . Polecam tę książkę wszystkim, którzy szukają dobrej, mocnej, zapewniającej dużą dawkę emocji literatury. Premiera książki - już 16 lipca 2014 roku. A z egzemplarzem recenzenckim zapoznałam się dzięki Wydawnictwu Replika, za co bardzo dziękuję.