Nadszedł czas na książkę niepoważną.
I taką właśnie jest przeczytana niedawno przeze mnie powieść Moniki Szwaji Zapiski stanu poważnego.
Wiktoria - reporterka telewizyjna około trzydziestki, niespodzianie, tuż
przed wyjazdem na zdjęcia, dowiaduje się, że zostanie mamusią. Mamusią -
proszę bardzo, tylko gdzie jest tatuś do kompletu? Na reporterskim
horyzoncie pojawia się wprawdzie ktoś, kto by się nadał, ale niestety -
ma on pewne felery, które uniemożliwiają tzw. szczęśliwy happy end. Poza
tym co zrobić z tą koszmarną, stresującą, wyczerpującą, ukochaną pracą?
Doprawdy, dziecko takiej matki musi wykazać niezłą siłę charakteru,
żeby urodzić się w przepisowym terminie.
Powieść napisana bardzo sympatycznym językiem. Czyta się ją błyskawicznie. Fabuła oczywiście przewidywalna, ale przecież tu nie chodzi o to, aby po nocach nie spać i zastanawiać się, co będzie dalej, a o to, aby dobrze się bawić.
I jak to u Autorki bywa, jest kolorowo, śmiesznie, czasem groźnie. Kolejna książka pani Szwaji, która wprawdzie nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia, ale którą pewnie będę z przyjemnością wspominać jako lekką lekturę.
piątek, 24 lipca 2015
piątek, 10 lipca 2015
Film obejrzany... mroczny pocałunek
Wczoraj, zupełnie przez przypadek, natknęłam się na film z 1996, w reżyserii Renny'ego Harlin, zatytułowany Długi pocałunek na dobranoc.
Tytuł niby coś mi mówił, nie byłam jednak przekonana tak do końca, czy kiedyś już widziałam ten film. Zaryzykowałam.
Tytuł niby coś mi mówił, nie byłam jednak przekonana tak do końca, czy kiedyś już widziałam ten film. Zaryzykowałam.
środa, 8 lipca 2015
Czytaj, czytaj, czytaj: #29 "K.I.S.S." Tomasz Prusek, "Rupieć" Alan Sasinowski, "Lunapark" Yves Navarre
Nie jestem recenzentem, wciąż to podkreślam. Zbyt małą mam wiedzę o literaturze, aby szczycić się tym mianem. Na blogu piszę o moich wrażeniach z przeczytanych książek. Dlatego dzisiaj pozwalam sobie na notatkę o trzech ostatnio przeczytanych przeze mnie powieściach.
Tomasz Prusek jest polskim publicystą ekonomicznym, dziennikarzem i redaktorem Gazety Wyborczej.
W swojej książce K.I.S.S. Autor przedstawia nam kulisy wielkiego świata finansów.
Olga Kirsch ma wszystko: błyskotliwą inteligencję, talent, urodę, pasję, upór i pozycję najzdolniejszego młodego finansisty na polskim rynku. Hossa niesie ją jak fala. Jednak blokując wielki giełdowy przekręt, zadziera z niewłaściwymi ludźmi. Ludźmi, którzy mają władzę i możliwości, by ją zniszczyć. Ale Olga ma też sprzymierzeńca - znacznie potężniejszego niż rekiny krajowej finansjery. Rozpoczyna się śmiertelna gra, w której splotą się losy Olgi i kryzys na Wall Street.
Co znaczy tytułowy K.I.S.S.? Nie, nie jest to pocałunek... To skrót od Keep It Simple, Stupid, co znaczy ni mniej, ni więcej jak: nie komplikuj, głupku.
Fabuła powieści sensacyjnej, bo jest to niewątpliwie powieść sensacyjna, napisana jest bardzo ciekawie. Nie ma dłużyzn, przestojów. Ale... No właśnie jest "ale". Wszystko kręci się wokół giełdy finansowej. Jest tam całe mnóstwo zwrotów, akcji, operacji i transakcji typowych dla tego środowiska, które niestety były dla mnie niezrozumiałe. Ominąć ich nie sposób, bo traci się wątek. Czytać bez zrozumienia?
Niewątpliwie dla tych czytelników, którzy choć trochę rozeznają się w tej sferze, jest to bardzo ciekawa książka.
Zupełnie inna książka...
Rupieć to opowieść o próbie uwolnienia się od toksycznych zależności. Zależności od ojca, który wypacza biografię głównego bohatera, i od dominujących ideologii unieważniających jednostkowe przeżycie. Te dwa wpływy przeplatają się, wzmacniają wzajemnie. Być może ucieczka przed nimi jest niemożliwa. Być może dojrzałość polega na tym, żeby zaakceptować, że zawsze będzie tkwiło w nas coś cudzego, coś brudnego. I że to coś jest bardziej nami niż my sami.
Alan Sasinowski jest młodym polskim prozaikiem, krytykiem literackim.
Założeniem Serii Kwadrat jest: Literatura musi zmuszać do wysiłku.
Ta książka rzeczywiście zmusza. I to nie jest wcale przyjemna literatura. Były momenty, kiedy czytając czułam się... zażenowana.
Pięknie napisana, moim zdaniem ballada, o młodym człowieku, pełnym sprzeczności.
To nie jest lektura na wakacje. Jeśli zechcecie po nią sięgnąć, a zapewniam, że warto, to tylko w czasie, kiedy możecie się skupić nad dobrą, polską literaturą.
I jeszcze jedna książka...
Yves Navarre jest współczesnym francuskim pisarzem i dramaturgiem.
Za "Lunapark" otrzymał w roku 1980 nagrodę Goncourtów, a niektórzy krytycy francuscy porównują ten utwór do powieści Mauriaka. Wielowątkowa fabuła "Lunaparku" umożliwiła autorowi sportretowanie interesującego w swej różnorodności środowiska wielkiej burżuazji i paryskiego świata teatralnego.
Jeśli ktoś lubi opisy ciągnące się w nieskończoność, dłużyzny oraz całe mnóstwo bohaterów, czyli przegląd "wszystkich krewnych królika", na pewno książka się spodoba.
Ja "wysiadłam" po przeczytaniu 3/4 książki. Notorycznie zasypiałam nad tą lekturą (co mi się po raz pierwszy zdarzyło odkąd w ogóle nauczyłam się czytać).
Tomasz Prusek jest polskim publicystą ekonomicznym, dziennikarzem i redaktorem Gazety Wyborczej.
W swojej książce K.I.S.S. Autor przedstawia nam kulisy wielkiego świata finansów.
Olga Kirsch ma wszystko: błyskotliwą inteligencję, talent, urodę, pasję, upór i pozycję najzdolniejszego młodego finansisty na polskim rynku. Hossa niesie ją jak fala. Jednak blokując wielki giełdowy przekręt, zadziera z niewłaściwymi ludźmi. Ludźmi, którzy mają władzę i możliwości, by ją zniszczyć. Ale Olga ma też sprzymierzeńca - znacznie potężniejszego niż rekiny krajowej finansjery. Rozpoczyna się śmiertelna gra, w której splotą się losy Olgi i kryzys na Wall Street.
Co znaczy tytułowy K.I.S.S.? Nie, nie jest to pocałunek... To skrót od Keep It Simple, Stupid, co znaczy ni mniej, ni więcej jak: nie komplikuj, głupku.
Fabuła powieści sensacyjnej, bo jest to niewątpliwie powieść sensacyjna, napisana jest bardzo ciekawie. Nie ma dłużyzn, przestojów. Ale... No właśnie jest "ale". Wszystko kręci się wokół giełdy finansowej. Jest tam całe mnóstwo zwrotów, akcji, operacji i transakcji typowych dla tego środowiska, które niestety były dla mnie niezrozumiałe. Ominąć ich nie sposób, bo traci się wątek. Czytać bez zrozumienia?
Niewątpliwie dla tych czytelników, którzy choć trochę rozeznają się w tej sferze, jest to bardzo ciekawa książka.
Zupełnie inna książka...
Rupieć to opowieść o próbie uwolnienia się od toksycznych zależności. Zależności od ojca, który wypacza biografię głównego bohatera, i od dominujących ideologii unieważniających jednostkowe przeżycie. Te dwa wpływy przeplatają się, wzmacniają wzajemnie. Być może ucieczka przed nimi jest niemożliwa. Być może dojrzałość polega na tym, żeby zaakceptować, że zawsze będzie tkwiło w nas coś cudzego, coś brudnego. I że to coś jest bardziej nami niż my sami.
Alan Sasinowski jest młodym polskim prozaikiem, krytykiem literackim.
Założeniem Serii Kwadrat jest: Literatura musi zmuszać do wysiłku.
Ta książka rzeczywiście zmusza. I to nie jest wcale przyjemna literatura. Były momenty, kiedy czytając czułam się... zażenowana.
Pięknie napisana, moim zdaniem ballada, o młodym człowieku, pełnym sprzeczności.
To nie jest lektura na wakacje. Jeśli zechcecie po nią sięgnąć, a zapewniam, że warto, to tylko w czasie, kiedy możecie się skupić nad dobrą, polską literaturą.
I jeszcze jedna książka...
Yves Navarre jest współczesnym francuskim pisarzem i dramaturgiem.
Za "Lunapark" otrzymał w roku 1980 nagrodę Goncourtów, a niektórzy krytycy francuscy porównują ten utwór do powieści Mauriaka. Wielowątkowa fabuła "Lunaparku" umożliwiła autorowi sportretowanie interesującego w swej różnorodności środowiska wielkiej burżuazji i paryskiego świata teatralnego.
Jeśli ktoś lubi opisy ciągnące się w nieskończoność, dłużyzny oraz całe mnóstwo bohaterów, czyli przegląd "wszystkich krewnych królika", na pewno książka się spodoba.
Ja "wysiadłam" po przeczytaniu 3/4 książki. Notorycznie zasypiałam nad tą lekturą (co mi się po raz pierwszy zdarzyło odkąd w ogóle nauczyłam się czytać).
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Czytaj, czytaj, czytaj: #28 "Dlatego mnie kochasz" Magdalena Kołosowska
Tym
razem muszę przyznać, że mam mieszane uczucia. Właśnie
skończyłam czytać powieść Magdaleny Kołosowskiej Dlatego
mnie kochasz.
Już
sam tytuł wzbudził we mnie kontrowersje. Bo jeśli kochasz za coś,
to nie jest to czyste uczucie. Ale dobrze, przeczytałam kilka
recenzji polecających tę książkę. Kupiłam.
Agata
i Marcin znali się od czasów liceum. Połączyła ich wielka
miłość, wczesny ślub i nie do końca oczekiwane rodzicielstwo. Po
latach okazało się, że bez ukończonych studiów, za to z dwójką
małych dzieci kobieta jest całkowicie zależna od męża, który ją
krzywdzi - fizycznie i psychicznie. W tej sytuacji Agata znajduje
bliskość gdzie indziej, mimo iż balansuje na bardzo cienkiej
krawędzi... Czy uda jej się wydostać z trudnego układu, odnaleźć
siebie, dorosnąć?
Autorka
porusza bardzo ważny i rzadko przedstawiany temat. Temat przemocy
domowej. Bardzo obrazowo i dosadnie opisuje sceny kłótni małżonków,
rozbicie i psychiczne i fizyczne Agaty, bohaterki tego dramatu. Agaty
nie można nie lubić. Na Agatę można być złym.
Tak.
Były takie momenty, że byłam tak wściekła na bohaterkę, że
niemal rzucałam książką w kąt.
Powieść,
moim zdaniem, jest za długa. Za dużo jest tu opisów stanu
psychicznego, które wciąż i wciąż się powtarzają. Chwilami
powieść dłuży się, wydaje się być nudną.
Są
zwroty, które za często powtarzają się. To zwrot „zadrżałam”.
To słowo kojarzy mi się z pewną książką, którą przeczytałam
jeden jedyny raz i nigdy więcej tego „gatunku” nie wzięłam do
ręki: harlequin. Tam też „ona ujrzawszy jego umięśnione ciało
zadrżała”...
I
jeszcze jedno: błąd tak (w moim przekonaniu) oczywisty, że aż go
sobie zapisałam:
na
stronie 411, 9 wiersz od góry: Marcin otwarł wino.
Tym
razem to ja zadrżałam. Ze zgrozy...
Powieść
przeczytałam, bo chciałam się podzielić moimi wrażeniami po
przeczytaniu, a nie chciałam być gołosłowna. Książkę odstawiam
na półkę w mojej biblioteczce. Pewnie już nie zajrzę do niej.
niedziela, 14 czerwca 2015
Muzyczny mixer czyli nadrabiam zaległości
Pogoda ostatnio sprzyjała siedzeniu na tarasie i czytaniu książek stąd moje zaniedbanie w sferze muzycznej. Bardzo wszystkich moich Czytelników przepraszam.
Przypomnę na początek, że Konkurs Piosenki Eurowizji 2015, który w tym roku odbył się w Wiedniu zwyciężył Mans Zelmerlow, reprezentant Szwecji, piosenką Heroes.
W międzyczasie odbył się po raz pierwszy Polsat SuperHit Festival. W Operze Leśnej w Sopocie.
Stacja Polsat postanowiła zastąpić tym wydarzeniem Sopot Top Trendy Festival.
Bursztynowego słowika otrzymał Dawid Podsiadło, a jego płyta Comfort and Happiness otrzymała status płyty diamentowej.
Platynowe Płyty otrzymali Donatan i Cleo, Sylwia Grzeszczak, Mela Koteluk, Piersi, Artur Rojek i oczywiście Dawid Podsiadło.
Nowością na Festiwalu było nagrodzenie najczęściej granego utworu rodzimego artysty w polskich rozgłośniach radiowych. Zwyciężyła piosenka Mroza Nic do stracenia.
W piątek rozpoczął się 52 Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu.
Jeśli chcecie Państwo znać moje zdanie, to podpisuję się pod słowami Natalii Niemen, która na facebook'u napisała tak:
Oglądam Opole i nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. To jest jakiś upadek kultury kompletny. Jarmark i żenada. Dlaczego telewizja ma publikę z durniów? Jeśli to jest obraz polskiej piosenki, to ja dziękuję za taką piosenkę. Epigoństwo, perwersja, niedbalstwo wykonania, kompozycje liche jak skalp seniora, braki emisyjne....gdzie te czasy, kiedy liczyło się piękno, poezja, charakter, prostota? "Ale to już było i nie wróci więcej"......hm...Uwagę zwracali jedynie: Natalia Kukulska - klasa, doświadczenie, bezpretensjonalność, najmniej pasująca do Opola artystka, co rzecz jasna jest komplementem. Potem Michał Szpak, który jest posiadaczem rzadko spotykanego, gigantycznego talentu wokalnego, urocza i bardzo muzykalna Kasia Popowska, prześliczna Maja Hyży, która jest zbyt zdolna, by śpiewać tak mdłe i skandalicznie brzydkie kompozycje. W premierach, jak i gdziekolwiek indziej chętnie zobaczyłabym Kaśkę Moś, która z wraz zespołem The Chance stanowiła z SuperJedynkach jedynie przerywnik ( za to jaki! ) Ta dziołcha ma moc! Złośliwi wywęszą jakąś zazdrość, lecz pomylą się setnie. /pisownia zachowana/
I to tyle, co mam do powiedzenia na temat tegorocznego festiwalu w Opolu.
Czekam na Polsat Sopot Festival 2015, który w tym roku odbędzie się w dniach 21 - 22 sierpnia.
Przypomnę na początek, że Konkurs Piosenki Eurowizji 2015, który w tym roku odbył się w Wiedniu zwyciężył Mans Zelmerlow, reprezentant Szwecji, piosenką Heroes.
W międzyczasie odbył się po raz pierwszy Polsat SuperHit Festival. W Operze Leśnej w Sopocie.
Stacja Polsat postanowiła zastąpić tym wydarzeniem Sopot Top Trendy Festival.
Bursztynowego słowika otrzymał Dawid Podsiadło, a jego płyta Comfort and Happiness otrzymała status płyty diamentowej.
Platynowe Płyty otrzymali Donatan i Cleo, Sylwia Grzeszczak, Mela Koteluk, Piersi, Artur Rojek i oczywiście Dawid Podsiadło.
Nowością na Festiwalu było nagrodzenie najczęściej granego utworu rodzimego artysty w polskich rozgłośniach radiowych. Zwyciężyła piosenka Mroza Nic do stracenia.
W piątek rozpoczął się 52 Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu.
Jeśli chcecie Państwo znać moje zdanie, to podpisuję się pod słowami Natalii Niemen, która na facebook'u napisała tak:
Oglądam Opole i nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. To jest jakiś upadek kultury kompletny. Jarmark i żenada. Dlaczego telewizja ma publikę z durniów? Jeśli to jest obraz polskiej piosenki, to ja dziękuję za taką piosenkę. Epigoństwo, perwersja, niedbalstwo wykonania, kompozycje liche jak skalp seniora, braki emisyjne....gdzie te czasy, kiedy liczyło się piękno, poezja, charakter, prostota? "Ale to już było i nie wróci więcej"......hm...Uwagę zwracali jedynie: Natalia Kukulska - klasa, doświadczenie, bezpretensjonalność, najmniej pasująca do Opola artystka, co rzecz jasna jest komplementem. Potem Michał Szpak, który jest posiadaczem rzadko spotykanego, gigantycznego talentu wokalnego, urocza i bardzo muzykalna Kasia Popowska, prześliczna Maja Hyży, która jest zbyt zdolna, by śpiewać tak mdłe i skandalicznie brzydkie kompozycje. W premierach, jak i gdziekolwiek indziej chętnie zobaczyłabym Kaśkę Moś, która z wraz zespołem The Chance stanowiła z SuperJedynkach jedynie przerywnik ( za to jaki! ) Ta dziołcha ma moc! Złośliwi wywęszą jakąś zazdrość, lecz pomylą się setnie. /pisownia zachowana/
I to tyle, co mam do powiedzenia na temat tegorocznego festiwalu w Opolu.
Czekam na Polsat Sopot Festival 2015, który w tym roku odbędzie się w dniach 21 - 22 sierpnia.
środa, 10 czerwca 2015
Czytaj, czytaj, czytaj: #27 "Kochanek Pani Grawerskiej" Krystyna Śmigielska
Pogoda wreszcie się ustabilizowała, każdą wolną chwilę spędzam z książką na tarasie. I tak wczoraj skończyłam czytać kolejną.
Krystyna Śmigielska - autorka przede wszystkim książek dla dzieci i młodzieży, tu okazuje się, że również dla dorosłych.
Pierwszy raz sięgnęłam po powieść tej Autorki. I zapewne, nie ostatni.
Piętrzące się nieporozumienia pomiędzy małżonkami, niewinny flirt czy chęć pomocy najbliższemu przyjacielowi odmienią całe dotychczasowe życie osobom uwikłanym w tę zawiłą historię.
Za swoje polityczne aspiracje Marek zapłaci wysoką cenę. Zyskując stanowisko straci szansę na odbudowanie mocno nadszarpniętych więzi z synem, córką i z żonami...
Marta, podejmując ryzykowną grę miłosną, narazi na niebezpieczeństwo biorących w niej udział mężczyzn.
O rodzącą się w trudnych warunkach miłość trzeba będzie walczyć a najzagorzalszymi wrogami kochanków mogą okazać się ich sumienia.
Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że nie przepadam za kryminałami i sensacjami. I nie lubię "rzucania mięsem".
I jak to jest? Kochanek pani Grawerskiej to czysta sensacja, ba, kryminał nawet. Nie ma dziesięciu stron, żeby nie rzucały się w oczy bluzgi, obelgi i wyzwiska. A ja czytałam i czytałam dalej i dalej i im bliżej końca coraz bardziej było mi żal rozstania z bohaterami. Fenomen pisarski? Chyba tak :-)
Jest w powieści mnóstwo skrajności. Bezwzględna walka o władzę, brudna polityka, przemoc psychiczna i fizyczna. I jest uczucie, które rodzi się w dosyć specyficznych warunkach, jest zauroczenie, jest fascynacja, jest seks. Jest łagodność, romantyczność i troska.
Ogromne emocje, misternie utkana intryga i zaskakujące zakończenie. Mistrzostwo.
Krystyna Śmigielska - autorka przede wszystkim książek dla dzieci i młodzieży, tu okazuje się, że również dla dorosłych.
Pierwszy raz sięgnęłam po powieść tej Autorki. I zapewne, nie ostatni.
Piętrzące się nieporozumienia pomiędzy małżonkami, niewinny flirt czy chęć pomocy najbliższemu przyjacielowi odmienią całe dotychczasowe życie osobom uwikłanym w tę zawiłą historię.
Za swoje polityczne aspiracje Marek zapłaci wysoką cenę. Zyskując stanowisko straci szansę na odbudowanie mocno nadszarpniętych więzi z synem, córką i z żonami...
Marta, podejmując ryzykowną grę miłosną, narazi na niebezpieczeństwo biorących w niej udział mężczyzn.
O rodzącą się w trudnych warunkach miłość trzeba będzie walczyć a najzagorzalszymi wrogami kochanków mogą okazać się ich sumienia.
Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że nie przepadam za kryminałami i sensacjami. I nie lubię "rzucania mięsem".
I jak to jest? Kochanek pani Grawerskiej to czysta sensacja, ba, kryminał nawet. Nie ma dziesięciu stron, żeby nie rzucały się w oczy bluzgi, obelgi i wyzwiska. A ja czytałam i czytałam dalej i dalej i im bliżej końca coraz bardziej było mi żal rozstania z bohaterami. Fenomen pisarski? Chyba tak :-)
Jest w powieści mnóstwo skrajności. Bezwzględna walka o władzę, brudna polityka, przemoc psychiczna i fizyczna. I jest uczucie, które rodzi się w dosyć specyficznych warunkach, jest zauroczenie, jest fascynacja, jest seks. Jest łagodność, romantyczność i troska.
Ogromne emocje, misternie utkana intryga i zaskakujące zakończenie. Mistrzostwo.
sobota, 6 czerwca 2015
Pocałunek w sztuce czyli sztuka pocałunku
6 czerwca przypada Światowy Dzień Pocałunku.
Autorem pomysłu obchodów Dnia Pocałunku jest prawdopodobnie jedna z brytyjskich firm sprzedających abonament stomatologiczny. Idea spodobała się ONZ, które na początku lat 90. oficjalnie ustanowiło to całuśne święto. /za: kalbi.pl/
O, luba, zginąłem w niebie,
Kiedym raz pierwszy pocałował ciebie!
/A.Mickiewicz, Dziady, cz.IV/
Kilka pocałunków w sztuce...
Na początek, bodaj najbardziej znany w malarstwie Pocałunek Gustava Klimta:
Palma Vecchio - Jakub i Rachela:
Bronzino - Amor i triumf Wenus:
Francois Boucher Herkules i Omfale:
Antonio Canova - Amor i Psyche:
Jean Auguste Dominique Ingres - Paolo i Francesca:
August Rodin - Pocałunek:
Edvard Munch - Pocałunek:
Charles Moffat - Miłosne uniesienia (moje tłumaczenie):
Autorem pomysłu obchodów Dnia Pocałunku jest prawdopodobnie jedna z brytyjskich firm sprzedających abonament stomatologiczny. Idea spodobała się ONZ, które na początku lat 90. oficjalnie ustanowiło to całuśne święto. /za: kalbi.pl/
O, luba, zginąłem w niebie,
Kiedym raz pierwszy pocałował ciebie!
/A.Mickiewicz, Dziady, cz.IV/
Kilka pocałunków w sztuce...
Na początek, bodaj najbardziej znany w malarstwie Pocałunek Gustava Klimta:
Palma Vecchio - Jakub i Rachela:
Bronzino - Amor i triumf Wenus:
Francois Boucher Herkules i Omfale:
Antonio Canova - Amor i Psyche:
Jean Auguste Dominique Ingres - Paolo i Francesca:
August Rodin - Pocałunek:
Edvard Munch - Pocałunek:
Charles Moffat - Miłosne uniesienia (moje tłumaczenie):
piątek, 5 czerwca 2015
Czytaj, czytaj, czytaj: #26 "Butik na Astor Place" Stephanie Lehmann
Ogromne zaległości muzyczne mam. Wiem, wiem... I moich Czytelników bardzo przepraszam. Nadrobię wkrótce. A mojemu zaniedbaniu winna jest genialna książka Stephanie Lehmann Butik na Astor Place.
Pierwsza książka Autorki przetłumaczona na język polski. Nie wiem, czy są jeszcze inne dostępne Jej powieści (np Vintage Love, Thoughts while having sex, You could do better, The art of the undressing, Are you in the mood?).
Wiem jedno na pewno: chcę przeczytać wszystkie.
Butik na Astor Place to bardzo kobieca, ciepła opowieść o dwóch młodych kobietach żyjących, które dzieli sto lat, a łączy Nowy York. Chociaż miejsce jest tu tylko pretekstem. Bowiem Amandę i Olive łączy siła charakteru, odpowiedzialność, dążenie do samodzielności i do szczęścia.
Piękne i wyraziste opisy starego i współczesnego NY, jak również porówniania co było, co jest, gdzie i jak wyglądało a jak wygląda dzisiaj sprawiły, że jeszcze wciąż wracam do tego dziwnego, tajemniczego miasta.
Całość dopełnia podążanie za modą tą sprzed lat, vintage.
Polecam, polecam, polecam. :-)
Pierwsza książka Autorki przetłumaczona na język polski. Nie wiem, czy są jeszcze inne dostępne Jej powieści (np Vintage Love, Thoughts while having sex, You could do better, The art of the undressing, Are you in the mood?).
Wiem jedno na pewno: chcę przeczytać wszystkie.
Butik na Astor Place to bardzo kobieca, ciepła opowieść o dwóch młodych kobietach żyjących, które dzieli sto lat, a łączy Nowy York. Chociaż miejsce jest tu tylko pretekstem. Bowiem Amandę i Olive łączy siła charakteru, odpowiedzialność, dążenie do samodzielności i do szczęścia.
Piękne i wyraziste opisy starego i współczesnego NY, jak również porówniania co było, co jest, gdzie i jak wyglądało a jak wygląda dzisiaj sprawiły, że jeszcze wciąż wracam do tego dziwnego, tajemniczego miasta.
Całość dopełnia podążanie za modą tą sprzed lat, vintage.
Polecam, polecam, polecam. :-)
sobota, 23 maja 2015
Czytaj, czytaj, czytaj: #25 "Pośród żółtych płatków róż" Gabriela Gargaś
Gabriela Gargaś - piękna ekonomistka, niepoprawna optymistka i marzycielka. Indywidualistka chadzająca własnymi ścieżkami.
Z twórczością Gabrieli Gargaś spotkałam się po raz pierwszy przy tej książce.
Pośród żółtych płatków róż, bo o tej książce dzisiaj napiszę słów kilka, jest dla mnie typowym przykładem powieści, którą należy przeczytać do końca.
Proszę się nie śmiać.
Kilka osób, różne życiowe drogi, rozmaite wybory, nie zawsze jasne motywacje. Zuza, Joanna, Michał, Robert, Milena, Wojtek, ciocia Zosia i jej ukochany Zygmunt to prawdziwi, pełnowymiarowi ludzie. Bohaterowie Gabrieli Gargaś żyją w świecie, który nie jest czarno-biały, i oni też nie są czarno-biali – podejmują trudne, nieraz kontrowersyjne decyzje, wiążą się z nieodpowiednimi ludźmi, szukają siebie – i nie zawsze znajdują./.../
Po pierwszych kilkunastu, czy kilkudziesięciu stronach zastanawiałam się, czy czytać dalej. Zauważyłam błędy stylistyczne (a może to było zamierzone?), powtórzenia, słowem - miałam wrażenie, że Autorce zależało na szybkim napisaniu i wydaniu powieści.
Nie zrezygnowałam jednak z dalszego czytania. Styl zaczął się "wygładzać". Ujęła mnie (tak trudna dla mnie) wielowątkowość.
Charaktery osób przedstawionych w powieści są prawdziwe. Nie są ani białe, ani czarne. Są, powiedziałabym, żywe.
Książka niesie przesłanie. Nie oceniaj innych, bo nie wiesz, co skłoniło ich do tego, aby postąpić tak, jak postąpili.
Pośród żółtych płatków róż jest jedną z tych książek, które po przeczytaniu ostatniej strony nie pozwalają nam na sięgnięcie po następną. Zmuszają nas do chwili zadumy, do przemyśleń.
Z twórczością Gabrieli Gargaś spotkałam się po raz pierwszy przy tej książce.
Pośród żółtych płatków róż, bo o tej książce dzisiaj napiszę słów kilka, jest dla mnie typowym przykładem powieści, którą należy przeczytać do końca.
Proszę się nie śmiać.
Kilka osób, różne życiowe drogi, rozmaite wybory, nie zawsze jasne motywacje. Zuza, Joanna, Michał, Robert, Milena, Wojtek, ciocia Zosia i jej ukochany Zygmunt to prawdziwi, pełnowymiarowi ludzie. Bohaterowie Gabrieli Gargaś żyją w świecie, który nie jest czarno-biały, i oni też nie są czarno-biali – podejmują trudne, nieraz kontrowersyjne decyzje, wiążą się z nieodpowiednimi ludźmi, szukają siebie – i nie zawsze znajdują./.../
Po pierwszych kilkunastu, czy kilkudziesięciu stronach zastanawiałam się, czy czytać dalej. Zauważyłam błędy stylistyczne (a może to było zamierzone?), powtórzenia, słowem - miałam wrażenie, że Autorce zależało na szybkim napisaniu i wydaniu powieści.
Nie zrezygnowałam jednak z dalszego czytania. Styl zaczął się "wygładzać". Ujęła mnie (tak trudna dla mnie) wielowątkowość.
Charaktery osób przedstawionych w powieści są prawdziwe. Nie są ani białe, ani czarne. Są, powiedziałabym, żywe.
Książka niesie przesłanie. Nie oceniaj innych, bo nie wiesz, co skłoniło ich do tego, aby postąpić tak, jak postąpili.
Pośród żółtych płatków róż jest jedną z tych książek, które po przeczytaniu ostatniej strony nie pozwalają nam na sięgnięcie po następną. Zmuszają nas do chwili zadumy, do przemyśleń.
piątek, 22 maja 2015
Eurowizji Konkurs Piosenki przed finałem...
Jesteśmy po półfinałach Konkursu Piosenki Eurowizji 2015.
W tym roku Konkurs odbywa się w Wiedniu. We wtorek i w czwartek odbyły się dwa półfinały.
Wtorkowy półfinał rozpoczął zespół Mołdawii. Było policyjnie, muzyka przypominała mi "Friends of Mr. Cairo".
Armenia zaprezentowała drzewo przemijania. Cokolwiek to znaczy.
Belgia bardzo była rytmiczna: rap-ap-ap...
Holandię reprezentowała solistka Why...ajajajajaj...
Z Finlandii przyjechał 4-osobowy zespół (wszyscy cierpiący na zespół Downa), pokazali bardzo mocny rock.
Grecja zaśpiewała balladę, muzykę a'la Conchita.
Duet z Estonii zaprezentował road-music.
Macedonię reprezentował młody chłopak na tle kolumn. Wszystko byłoby piękne, gdyby tak nie fałszował.
Serbia obfitowała we flagi, a wśród tych flag - całkiem sporych gabarytów Bojana.
Z Węgier przyjechała dziewczyna w czerwonej sukience. Zaśpiewała balladę.
Białoruś to duet: ona skrzypaczka i on wokalista.
Rosję reprezentowała wokalistka Polina Gagarina.
Dania pokazała zespół z muzyką lat 60-tych, bardzo muzykalną piosenką.
Z Albanii przyjechała solistka z tureckimi rytmami. Do tego chyba trema ją zjadła, bo okropnie fałszowała.
Rumunię reprezentował zespół muzyczny, który jako jedyny śpiewał część utworu w ojczystym języku.
Gruzja zaprezentowała "wojowniczkę", solistkę wśród mgły i piorunów.
Oczywiście miałam swoich faworytów: to reprezentanci Belgii i Holandii.
Szczęśliwa dziesiątka, która znalazła się w finale:
ALBANIA, ARMENIA, ROSJA, RUMUNIA, WĘGRY, GRECJA, ESTONIA, GRUZJA SERBIA I BELGIA.
A we czwartek - w szranki o finał stanęli reprezentanci 17 krajów.
Litwa zaprezentowała duet disco.
Irlandię reprezentowała 16-letnia jęcząca piosenkarka, grająca również na pianinie.
San Marino wystawił duet 16- i 17-latków, śpiewali w stylu Al Bano i Romina Power.
Czarnogóra zaprezentowała 48-latka z południowo-wschodnimi rytmami.
Z Malty przyjechała wrzeszcząca 23-letnia panienka cała w koronkach.
Norwegia zaprezentowała piękną balladę śpiewaną przez duet.
Z Bułgarii przyjechała solistka z bardzo demoniczną piosenką.
Czechy reprezentował duet: Marta i Vaclav w naprawdę pięknym utworze.
Z Izraela przyjechał 16-latek z disco.
Z Łotwy natomiast przyjechała piosenkarka z fryzurą "faraonową" i muzyką modern, co nie bardzo jedno do drugiego pasowało.
Azerbejdżan pokazał krajobraz księżycowy i bardzo sympatyczną balladę "Godzina wilka".
Z Islandii przyjechała bardziej baletnica niż solistka.
Szwecja przedstawiła bardzo oryginalną wizję z ludzikiem, ale wydawało mi się, że plagiat goni plagiat.
U Szwajcarów bardziej zwracało się uwagę na panienkę w desou niż na muzykę.
Cypr zaprezentował balladę z bardzo ciekawą biało-czarną choreografią.
Ze Słowenii przyjechał duet - pani o głosie skrzeczącej żaby, pan - również udzielał się przy fortepianie.
A Polska - Monika w fioletach, delikatna, romantyczna z mocnym, świetnie brzmiącym głosem.
Moi faworyci z tego półfinału: Norwegia i Czechy oraz, nie tylko z powodów patriotycznych, Polska.
A oto szczęśliwa druga, finałowa dziesiątka:
LITWA, POLSKA, SŁOWENIA, SZWECJA, NORWEGIA, CZARNOGÓRA, CYPR, AZERBEJDŻAN, ŁOTWA I IZRAEL.
Jutro finał. Po raz pierwszy od wielu lat nasza reprezentantka jest w finale. Brawo Pani Moniko, trzymam bardzo mocno kciuki...
W tym roku Konkurs odbywa się w Wiedniu. We wtorek i w czwartek odbyły się dwa półfinały.
Wtorkowy półfinał rozpoczął zespół Mołdawii. Było policyjnie, muzyka przypominała mi "Friends of Mr. Cairo".
Armenia zaprezentowała drzewo przemijania. Cokolwiek to znaczy.
Belgia bardzo była rytmiczna: rap-ap-ap...
Holandię reprezentowała solistka Why...ajajajajaj...
Z Finlandii przyjechał 4-osobowy zespół (wszyscy cierpiący na zespół Downa), pokazali bardzo mocny rock.
Grecja zaśpiewała balladę, muzykę a'la Conchita.
Duet z Estonii zaprezentował road-music.
Macedonię reprezentował młody chłopak na tle kolumn. Wszystko byłoby piękne, gdyby tak nie fałszował.
Serbia obfitowała we flagi, a wśród tych flag - całkiem sporych gabarytów Bojana.
Z Węgier przyjechała dziewczyna w czerwonej sukience. Zaśpiewała balladę.
Białoruś to duet: ona skrzypaczka i on wokalista.
Rosję reprezentowała wokalistka Polina Gagarina.
Dania pokazała zespół z muzyką lat 60-tych, bardzo muzykalną piosenką.
Z Albanii przyjechała solistka z tureckimi rytmami. Do tego chyba trema ją zjadła, bo okropnie fałszowała.
Rumunię reprezentował zespół muzyczny, który jako jedyny śpiewał część utworu w ojczystym języku.
Gruzja zaprezentowała "wojowniczkę", solistkę wśród mgły i piorunów.
Oczywiście miałam swoich faworytów: to reprezentanci Belgii i Holandii.
Szczęśliwa dziesiątka, która znalazła się w finale:
ALBANIA, ARMENIA, ROSJA, RUMUNIA, WĘGRY, GRECJA, ESTONIA, GRUZJA SERBIA I BELGIA.
A we czwartek - w szranki o finał stanęli reprezentanci 17 krajów.
Litwa zaprezentowała duet disco.
Irlandię reprezentowała 16-letnia jęcząca piosenkarka, grająca również na pianinie.
San Marino wystawił duet 16- i 17-latków, śpiewali w stylu Al Bano i Romina Power.
Czarnogóra zaprezentowała 48-latka z południowo-wschodnimi rytmami.
Z Malty przyjechała wrzeszcząca 23-letnia panienka cała w koronkach.
Norwegia zaprezentowała piękną balladę śpiewaną przez duet.
Z Bułgarii przyjechała solistka z bardzo demoniczną piosenką.
Czechy reprezentował duet: Marta i Vaclav w naprawdę pięknym utworze.
Z Izraela przyjechał 16-latek z disco.
Z Łotwy natomiast przyjechała piosenkarka z fryzurą "faraonową" i muzyką modern, co nie bardzo jedno do drugiego pasowało.
Azerbejdżan pokazał krajobraz księżycowy i bardzo sympatyczną balladę "Godzina wilka".
Z Islandii przyjechała bardziej baletnica niż solistka.
Szwecja przedstawiła bardzo oryginalną wizję z ludzikiem, ale wydawało mi się, że plagiat goni plagiat.
U Szwajcarów bardziej zwracało się uwagę na panienkę w desou niż na muzykę.
Cypr zaprezentował balladę z bardzo ciekawą biało-czarną choreografią.
Ze Słowenii przyjechał duet - pani o głosie skrzeczącej żaby, pan - również udzielał się przy fortepianie.
A Polska - Monika w fioletach, delikatna, romantyczna z mocnym, świetnie brzmiącym głosem.
Moi faworyci z tego półfinału: Norwegia i Czechy oraz, nie tylko z powodów patriotycznych, Polska.
A oto szczęśliwa druga, finałowa dziesiątka:
LITWA, POLSKA, SŁOWENIA, SZWECJA, NORWEGIA, CZARNOGÓRA, CYPR, AZERBEJDŻAN, ŁOTWA I IZRAEL.
Jutro finał. Po raz pierwszy od wielu lat nasza reprezentantka jest w finale. Brawo Pani Moniko, trzymam bardzo mocno kciuki...
Subskrybuj:
Posty (Atom)