czwartek, 7 listopada 2013

Czytaj, czytaj, czytaj: #8 "Przygoda fryzjera damskiego" Eduardo Mendoza

Obiecałam mojej koleżance Patrycji, że już nigdy, przenigdy nie będę oceniać książek po przeczytaniu "mniejszej całości". Obiecałam to nie tylko Jej, ale i sobie. Niestety. Obietnicę złamałam, mam nadzieję, że Patrycja mi wybaczy, bo ja... ja już sobie wybaczyłam... .

A okrutne złamanie przyrzeczenia nastąpiło za sprawą powieści Eduardo Mendozy Przygoda fryzjera damskiego.

Eduardo Mendoza jest jednym z najwybitniejszych współczesnych pisarzy hiszpańskich. Pracował jako adwokat, radca prawny i tłumacz przy ONZ. 

I dalej, na obwolucie książki można przeczytać między innymi:

Przygoda fryzjera damskiego przez wiele miesięcy nie schodziła z pierwszych miejsc hiszpańskich list bestsellerów i została entuzjastycznie przyjęta przez krytykę.

Po takiej rekomendacji z ochotą zabrałam się za lekturę... 

Tu nie będę komentować, recenzować (bo do recenzji tej powieści nie mam właściwie prawa, jako że... utknęłam przeczytawszy kilkadziesiąt stron), a zacytuję kilka fragmentów, aby ukazać obraz dzieła:

Nie mając celu i dysponując zaledwie stupesetową monetą, którą wręczył mi doktor Sugranes, skierowałem się do dzielnicy, gdzie w dobrych czasach i od najmłodszych lat poniewierała się moja siostra Candida. Była to dość oddalona od centrum, raczej uboga część miasta, której przytulne bramy, oświetlenie dyskretne, żeby nie powiedzieć żadne, rześki i uporczywy fetorek oraz obecność istot takich jak Candida przyciągały klientelę niezbyt liczną i niegrzeszącą nadmiarem wdzięku, młodości, zdrowia, wykształcenia, subtelności, majątku i zamiłowania do higieny osobistej, a zarazem bardzo stałą w swoich złych nawykach, bezpośrednią w obcowaniu i łatwą do zadowolenia Klientelę, z którą Candida utrzymywała więź niezbyt żywą, lecz do pewnego stopnia czułą, bo choć jednak jest prawdą, że natura poskąpiła jej uroku, talentu i rozumu, życie nie okazało się wobec niej miłosierne...

Powyższy opis zapalił w mojej głowie światełko ostrzegawcze, że to chyba nie jest lektura, którą będę się zachwycać... . Czytałam dalej...

Są kobiety, na których aparycję magiczny wpływ wywiera zmiana stanu cywilnego na lepszy, powodując prawdziwą transfigurację. Nie był to jednak przypadek Candidy, którą znalazłem, mówiąc oględnie, autentycznie zeszkaradniałą, jak gdyby lata, które upłynęły od naszego ostatniego spotkania, regularnie częstowały ją mocnym kuksańcem.
-Cześć, Candida - wyszeptałem - Wyglądasz uroczo.
Wbreb wszelkim przewidywaniom wykonała grymas, który u naczelnych mógłby uchodzić za uśmiech....

To przecież ma być powieść satyryczna, więc może nie powinnam się obrzydzać, a... śmiać do rozpuku...

Podczas czytania uwielbiam jeść jabłka. Przygotowałam sobie pysznego Ligola i pogrążyłam się w lekturze:

Przez pierwsze dni, korzystając z przedłużającego się wyjątkowego braku klientów, zająłem się sprzątaniem i porządkowaniem lokalu. Kijem od szczotki wypłoszyłem zadomowione w zakładzie szczury, a kopniakami przepędziłem liszajowate koty, które zawarły z tymi pierwszymi haniebny pakt o nieagresji. Podeszwą buta przekonałem pchły, pluskwy, gnidy, karaluchy i stonogi, by zmieniły miejsce zamieszkanie. Usunąłem pijawki, które znalazły schronienie w lokówkach./.../

Jabłuszka zostawię na inną okazję... . 
Jeszcze próbowałam ostatkiem sił czytać dalej...

/.../ Obraz pani Margherity piorącej mężowskie skarpetki w zlewie restauracji lub brudnych pieluszek walających się między świeżum ciastem napełniał mnie marzeniami o spokojnym, monotonnym żywocie, do którego zawsze w głębi ducha tęskniłem, lecz który świat, los czy też moje własne błędy umieściły poza moim zasięgiem.

Wystarczy. 
Ja chyba na stare lata zrobiłam się estetką... . 
Tu muszę stwierdzić, że Hiszpanie są dziwnym narodem i mają dosyć swoisty gust. Kilka tygodni na liście bestsellerów... . 
Jeśli ktoś czytał tę książkę, proszę mnie przekonać, abym ją czytać dokończyła... .







8 komentarzy:

  1. Fuuuj, też bym jej nie dokończyła. :) Pozdrawiam serdecznie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Daisy, jak miło jest mi Cię gościć... :-) Serdeczności :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sama konstrukcja zdań powoduje, że nie bardzo miałabym ochotę czytać tę książkę. Niektórzy autorzy lubują się w takich pokręconych składniach, uważając, że to modne i z wysokiej półki, a mnie to wręcz odstręcza, choć zapewniam, że potrafię przeczytać zdanie wielokrotnie złożone bez zmęczenia ;) Hm... no i właśnie takie zdanie sama stworzyłam. Mam zadatki na pisarkę? Wątpię ;))) Pozdrawiam Aniu ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, Reymont przy Tobie wysiada :-) Serdeczności :-)

      Usuń
  4. Hania zanim doczytalam Twoj wpis chcialam napisac, ze to nie moje klimaty. Po przeczytaniu stwierdzam, ze nigdy nie beda moimi chocby goscila na stu listach arcydziel. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luciu, czasami "wpadamy" na książki, które nie są "naszymi bajkami" a mimo to, czytamy, podobają nam się. Ale mnie zastanawia cały czas na czym polega fenomen tego autora? Buziaki :-)

      Usuń
  5. Aniu,wybaczam!;)) Tym bardziej,jak w grę wchodzi taka książka..wprawdzie nie czytałam jej,ale po fragmentach, które przytoczyłaś wcale nie dziwię się, że odechciało Ci się czytania.
    Ps. Pomyśl o umieszczeniu powiadomień na skrzynki mailowe o nowym dodaniu wpisu;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrycjo, dziękuję za pomysł. Zrealizowałam. Serdeczności :-)

      Usuń

Komentuj, ale nie obrażaj :-)